Pokazywanie postów oznaczonych etykietą rozmyślania. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą rozmyślania. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 25 października 2018

XXXVIII Melancholia

Znowu tutaj wpadam, powracam i zapewne znikam, jak zawsze. Wydawać się może, że jestem bardziej dojrzała, bardziej otwarta, bardziej poprawna, ale to nie prawda. Tkwię w tej samej rzeczywistości, co kilka miesięcy temu, gdy zajrzałam na ten przylądek. Mam w głowie tyle historii do napisania, jednak nie mogę się zebrać. Jesień zawsze wywołuje u mnie melancholię. Chcę pisać powiadania, odlecieć w wir powieści, ale obowiązki dorosłego życia mnie pr
zytłaczają. Mam ochotę zatrzymać czas na dłużej i zrobić w końcu coś dla siebie. Tak mało czasu, tak wiele myśli, tak wiele spraw. 

wtorek, 30 stycznia 2018

XXXVI Pragnę zieleni, wiosny i przebudzenia

grafika greenhouseKolejny powrót niesie ze sobą nadzieje, albo następny słomiany zapał. Nie wiem jak to będzie, ale jestem, żyję i jakoś próbuję wiązać koniec z końcem. Czy jest ktoś tutaj jeszcze? A może wciąż podobnie jak ja nie może otrząsnąć się z zimowego letargu? Nowy rok już przywiał kolejne problemy. Nawet nie zdążyłam uporać się z tymi z poprzedniego. Nie chcę myśleć, co będzie, kiedy się to wszystko skumuluje i urośnie ze zdwojoną siłą. Wracam do pisania, po raz enty i chyba już to zawsze będzie moją ucieczką od wszystkiego, co ludzkie, problematyczne i trudne do rozwikłania. Stuknął kolejny miesiąc, jednak wciąż nie potrafię wziąć się w garść. Czy już na zawsze pozostanę w tym letargu?

środa, 7 grudnia 2016

XXXIII Halo? Czy jest ktoś tutaj?

   Ach, witam serdecznie w moich skromnych progach. Jakże dawno mnie tutaj nie było! Prawie rok, bez dwóch miesięcy. Wciąż jednak zaglądałam, ale jakoś nie miałam chęci, by coś napisać. Teraz wracam i obiecuję, że będzie mnie tutaj więcej.


grafika car, couple, and sexy   W moim życiu niewiele się zmieniło. Można by powiedzieć, że wróciłam do punktu wyjścia. Pracowałam przez osiem miesięcy, gdyż byłam na zastępstwie w pewnym wydziale. Wszyscy wróżyli mi przedłużenie kontraktu, bo spisywałam się naprawdę dobrze. To było moje spełnienie, dostosowane pod mój kierunek studiów. Praca była fantastyczna i bardzo ciekawa, jednak znajomości i układy wzięły górę. Nepotyzm i te sprawy. Cóż... tak to bywa w dzisiejszych czasach i sama się o tym przekonałam. Człowiek, który stara się, wykonuje obowiązki najlepiej, jak potrafi, zostaje zepchnięty na margines, ponieważ już dawno ktoś został zaplanowany na jego miejsce. Nieważne są osiągnięcia, predyspozycje, chęci, ale układy. To jest chore. Chorzy są ludzie. Żyjemy w chorych czasach, moi drodzy. Ja się jednak nie poddam i będę walczyć, by wkrótce pokazać IM, że potrafię osiągnąć więcej niż ONI.

love   Czy Wy też czujecie ten klimat świąt? Tyle śniegu za oknem, mróz daje w kość, marznie mi nos, zakładam rękawiczki i sunę na przystanek autobusowy. Palą się lampki, ludzie szaleją w centrach handlowych, wszędzie choinki i cudowny zapach grzańców. Ojej, jak ja kocham grzańce! Święta w zasadzie też. Tym bardziej, że to będą najwspanialsze święta. Przyjeżdża ON. Pierwszy raz te cudowne dni spędzę również z NIM. Aż jakoś w sercu robi mi się cieplej i dreszcze jednocześnie przechodzą moje ciało. Motyle w brzuchu kotłują się, chcąc wyfrunąć. Wyobrażam sobie te nadzwyczajne chwile. Wiem, że to tylko cztery dni i przeminą, jak z bata strzelił, aczkolwiek będę się nimi cieszyć najbardziej, jak potrafię. A co u Was robaczki? Czy ktoś tutaj jeszcze zagląda?

czwartek, 28 stycznia 2016

XXXI Szukając drogi

Są takie chwile, gdy kompletnie tracisz  nadzieję. Nic cię nie obchodzi, odtrącasz otaczających cię ludzi. Wszystko wytrąca cię z równowagi, nie potrafisz odnaleźć swojego miejsca. Chcesz być sam. Dopada cię chandra i zamykasz się w ciemnym pokoju, czekając aż wszystko minie, aż burza w twojej głowie ucichnie. I wtedy, siedząc w tym małym pokoiku wyciszasz się zupełnie, rozmyślasz i płaczesz. Masz wiele powodów do płaczu. Może więcej tych smutnych, a może szczęśliwych. To już zależy od twojej natury, czy kroczysz drogą pesymistów, czy optymistów. Jednak użalasz się nad sobą, o tak. Lubisz cierpieć jak Werter, ale dobrze wiesz jak kończy twój ulubiony bohater. Tak naprawdę potrzebujesz wielkiego kopa w zacne cztery litery, by się otrząsnąć i poczuć, że życie toczy się dalej. W głębi serca nie chcesz być jak bohater tragedii. Zbaczasz czasem z ścieżki, potykasz się, gubisz, szukając drogowskazów, które ujawniają się dopiero po żmudnej wędrówce. I upadasz. Tracisz siłę, jednak znów przypominasz sobie, że wiele razy tak było. Jesteś starszy, bardziej doświadczony, ale pomimo to ponownie upadasz. Czy nie powinno być na odwrót? Dlaczego wciąż się to dzieje? Dlaczego nie uczysz się na własnych błędach? A co, jeśli pewnego dnia nie będziesz w stanie się podnieść?

wtorek, 22 grudnia 2015

XXVII Nowe postanowienia

witam po prawie trzymiesięcznej przerwie.
halo? czy jest tutaj jeszcze ktoś?

Znowu wracam, z resztą jak zwykle. Ukrywam się gdzieś przez jakiś czas, a później nagle powracam z jeszcze większą paplaniną i pesymistyczną wizją świata. Ale dzisiaj nie będę marudzić. Przynajmniej postaram się. 
Święta tuż, tuż. W sumie to cieszę się, bo bardzo je lubię. Nie tylko dlatego, że jest duuużo jedzenia, (chociaż z drugiej strony kocham jeść), ale przecież to taki rodzinny czas, z najbliższymi osobami. Jestem bardzo zżyta z moją rodzinką. Jest nas tylko czworo, jednak jesteśmy sobie bliscy. W tym roku jednak spędzamy Wigilię sami, gdyż od kilku lat obchodziliśmy święta w większym gronie i teraz jakoś to nie wypaliło. Troszkę mi smutno z tego powodu, ale w końcu to święta i nie można się smucić, tylko radować. I powiedział to ktoś, kto zwykle marudzi i nie przepada za radosnymi chwilami. Chyba robię postępy, juhu. 
Piekłam ostatnio pierniki, ale powiem wam w sekrecie, że spaliłam je. Załamałam się i pobiegłam do sklepu po gotowe. Oblałam je lukrem, posypałam kolorowymi kuleczkami i pokazałam tacie, że jednak coś potrafię. Co z tego, że w całym domu śmierdziało spalenizną? 
Dzisiaj przyrządzam szynkę. Mam nadzieję, że i tego nie spalę. Postanowiłam przygotować szynkę bez użycia piekarnika, bo piekarnik to nie jest mój dobry przyjaciel. 
Jak spędzicie Sylwestra? Wszyscy w kółko mnie o to pytają. A ja gdy opowiadam, że tego roku zostaję w domu, gdyż nie mam ochoty na wyjście, ludzie mierzą mnie wzrokiem i myślą sobie: "zdesperowana, nie ma przyjaciół, nikt jej nie zaprosił". Przynajmniej sprawiają wrażenie myślących... Zostałam zaproszona na kilka imprez, jednak po prostu nie mam ochoty na huczną imprezę. Od piętnastego roku życia regularnie świętowałam Nowy Rok w gronie około trzystu osób, a w tym roku nie ma tutaj Jego, więc jakoś chcę spędzić ten dzień w domu. Troszkę smutno mi, że znów spędzimy święta daleko od siebie, ale przecież półtorej tygodnia temu On był tutaj ze mną. Chociaż w Mikołajki było bardzo milusio. Wciąż tęsknię, ale powoli przyzwyczajam się i wyczekuję kolejnych dwóch tygodni razem jak zasłużonej nagrody. Jeszcze tylko pięćdziesiąt pięć dni i znowu razem, dwa tygodnie, a później trzy i znów together.

Napisałam sobie kilka postanowień, które mam nadzieję zrealizuję w tym nadchodzącym nowym roku:

- upiec poświąteczne pierniki i nie spalić ich
- kupić 20 najpiękniejszych par skarpet (bo kocham śliczne skarpety)
- uratować bezdomnego psa lub kota (lub zaadoptować zwierzaka ze schroniska wbrew zakazom rodziców)
- przełamać się, spróbować czegoś nowego i ściąć włosy do obojczyków
- wyjechać gdzieś na wiosnę, gdzieś daleko do ciepłego kraju
- ograniczyć spożycie piwa, czipsów i ograniczyć marudzenie
- więcej się uśmiechać (bo podobno mam ładny uśmiech i zęby, co tam że mam jednego ekstra zęba)
- kupić w końcu bluzę, której rękawy nie będą za krótkie (tak, mam nieco dłuższe ręce niż przeciętny człek)
- napisać jakieś sensowne i długie opowiadanie
- zacząć biegać i ćwiczyć
- nauczyć się nowego języka obcego przynajmniej na poziomie B1
- wrócić do grania i śpiewania
- zobaczyć morze, nieważne jakie
- zrobić kurs gotowania i zaskoczyć wszystkich
- nauczyć się nie być śpiochem
- znaleźć jakąś pracę, której nie rzucę po paru dniach
- zaliczyć rok akademicki na studiach
- nauczyć się smażyć jajka sadzone i obracać omlety

i coś tam jeszcze, co teraz wyleciało mi z głowy.

No i życzę Wesołych Świąt i lepszego Nowego Roku od poprzedniego! 

wtorek, 8 września 2015

XXV Bałagan


I kolejny film Nolana, kolejna lampka wina, kolejny marudny dzień. Zostały jeszcze prawie dwa dni i będę naprawdę szczęśliwa. Szkoda, że tylko przez tydzień, ale zawsze to coś. Nie chcę myśleć na przód, ale wiem jak będzie i to mnie najbardziej boli. Tydzień przeminie, a później kilkutysięczna przepaść między nami...

Nie mogę doczekać się października, mojego ulubionego miesiąca w roku. Niech ktoś nie myśli, że przez rozpoczęcie roku akademickiego. Broń Boże! Wcale mi nie spieszno do Krakowa, bo mieszkam tuż obok i chociaż kocham to miasto, to nie chcę wracać na studia. Może dlatego, że rozpoczynam wszystko od nowa? Przecież już rzuciłam studia. Popadłam w depresję, zamknęłam się w sobie, zniknęłam na dwa miesiące. Boję się, boję się znowu. Nie chcę niczego zepsuć. A co, jeżeli znów nie odnajdę się w obranym kierunku? Nie chcę ponownie rezygnować. Wprawdzie teraz już jest za późno, by cokolwiek zmieniać, ale niepewność i strach przytłaczają mnie, ostatnio coraz częściej. Już nie jestem małą dziewczynką, która bezmyślnie podejmuje decyzje. Zdałam sobie w końcu z tego sprawę, bo zawaliłam kilka rzeczy i dokonałam złych wyborów. Uczę się na błędach, a przynajmniej staram się nie stawiać tych samych kroków, które doprowadziły mnie do upadku. Podnoszę się zawsze, jednak każdy kolejny raz sprawia, że słabnę i kiedyś mogę już nie mieć tyle siły, by wstać ponownie. Nie chcę tego. Muszę zacząć pracować nad sobą. Nauczyć się być silną kobietą, która podejmuje słuszne decyzje, wie czego chce. A właśnie ja nigdy nie miałam pojęcia, czego tak naprawdę chcę i oczekuję. Bujałam sobie w obłokach, żyłam chwilą, aż w końcu przekroczyłam próg dorosłości, ale chyba tylko liczbowo. Nie zwracałam na to uwagi. Rodzice wciąż powtarzali mi ile mam lat, co powinnam już osiągnąć, kim się stać. Ja natomiast nie przyjmowałam tego do siebie, żyłam swoim życiem. Teraz żałuję. Ale przecież nie mogę niczego cofnąć, prawda? Mogę tylko starać się wszystko naprawić, o ile nie jest już za późno. Zacznę od siebie i od bałaganu w mojej głowie.

poniedziałek, 22 grudnia 2014

XIX Tylko pieprzenie od rzeczy.

cześć, 
uwaga ~ nie powiem nic interesującego, mam zamiar pieprzyć od rzeczy.

Wiem, że nie pisałam długo i nie ogółem mnie tutaj nie było, ale czy to jest ważne? Czasem zastanawiam się, co tak naprawdę jest ważne w moim życiu. Tak wiele rzeczy jest zbędnych, niepotrzebnych i człowiek dopiero z czasem uświadamia sobie pewne sprawy, uczy się na błędach, jednak szkoda, że na swoich.
Często dokonujemy wyborów, które nie są słuszne i z biegiem czasu zdajemy sobie sprawę jak wielki błąd popełniliśmy. Powstaje pytanie, czym się kierowaliśmy zatem? Skąd bierze się ta lekkomyślność, dlaczego nie jesteśmy w stanie przewidzieć pewnych spraw, uchronić się jakoś przed przyszłością? Z reguły to coś lub raczej ktoś wpływa na nasze zachowania, ale przecież mamy własny rozum. Najwidoczniej i on zostaje zaślepiony, ale jak to możliwe?
Zastanawiam się nad błahostkami, kiedy mam chwilę czasu. Ostatnio jest coraz mniej tych chwil. Taaak, zbliża się sesja. Boję się, nie ukrywam. Nie wiem czego mam się spodziewać, ogrom materiałów mnie przeraża, ale wszyscy mówią, że dam radę. Nie jestem tego taka pewna. W głowie miałam wizję całkiem innego studiowania, aczkolwiek mój wykreowany obraz był gorszy. Być może dlatego, iż jeszcze nie przebrnęłam przez egzaminy. Zamiast myśleć o nauce i prawie konstytucyjnym albo o czarnej gwardii Hitlera, to ja myślę o rzeczach, którymi nie powinnam sobie zaprzątać głowy. Nie mogę doczekać się świąt, jednak z drugiej strony nie chcę, by już nadeszły, bo wiem jak szybko przeminą. Czas tak szybko biegnie. Czasami chciałabym mieć guzik z napisem 'stop', który po wciśnięciu zatrzymałby choć przez chwilę czas. Chciałam zrealizować w końcu projekt akustyczny wraz z zespołem, ale wykręcam się wciąż. Byłam chora, później ponownie, następnie byłam wyczerpana po podróży i tak właśnie ze wszystkim mi schodzi. Brakuje czasu na naukę, a ja nie potrafię nocami się uczyć. Do tej pory dużo się imprezowało, jednakże z rozsądkiem. Poznałam masę ludzi. Jedni okazali się być naprawdę w porządku, a inni niestety byli fałszywymi kłamcami. Zdałam sobie sprawę z tego, że nie można tak pochopnie oceniać ludzi. Wielkie miasto może cię totalnie pochłonąć, wciągnąć całego i nawet nie będziesz wiedzieć kiedy, znajdziesz się w studni bez dnia. Spotykasz ludzi, którzy mają naprawdę skomplikowane życie i nie wszystko jest takie kolorowe, jakby mogło się wydawać. Do tej pory nie sądziłam, że czasem film może okazać się rzeczywistością. Adijos, do napisania, niemłoda godzina, a ja słucham ckliwego pitolenia kolesia, który nie potrafi śpiewać i próbuje udawać, że potrafi grać na gitarze.

niedziela, 19 października 2014

XVII Ona płakała, a jego serce pękło i posypało się na milion kryształowych kawałeczków...

Cześć.

słowem wstępu zanim przejdę do rozczuleń, o których niełatwo mi pisać.
Tak w ogóle nie zamierzam tutaj często pisać, bo nie mam już tyle wolnego czasu, a ten który mam to pożytkuję na naukę, bądź inne zajęcia. Także przepraszam, jeżeli gdzieś nie piszę komentarzy, ale staram się wszystko czytać. Naprawdę. Czasem, jadąc tramwajem poświęcam czas właśnie na czytanie, aczkolwiek brakuje mi go na napisanie treściwego komentarza, a nie zwykłam odpowiadać dwoma słowami. I zmieniam trochę tematykę mojego bloga. Miało być tutaj wszystko, ale w zasadzie nie mam ochoty na nic od dłuższego czasu. To trwa już jakieś dwa lub trzy miesiące. Więc będzie się znajdować tutaj tylko moja paplanina. Dobrze się czuję, gdy wyrzucę z siebie wszystko "na papier", taki wirtualny papier.

~*~

TYLE WĄTPLIWOŚCI.

Słucham sobie Scotta Stappa i odpoczywam po dwóch godzinach czytania książki o badaniach politologicznych. W zasadzie to nie wszystko, bo musiałam ogarnąć jakieś notatki i takie tam. Czuję, że nadchodzą nieprzespane noce, zarwane na nauce dziwnych filozoficznych zagadnień, których nie do końca rozumiem, ale muszę je pojąć. Sama tego chciałam i sama wybrałam uczelnię, więc nie powinnam już narzekać. Boję się trochę, że temu wszystkiemu nie podołam i coś pójdzie nie tak. Mam dużo chęci, zapału, wiary, ale czy to wystarczy?

~*~

EMOCJE WZIĘŁY GÓRĘ. NIC NIE BĘDZIE JUŻ TAKIE JAK DAWNIEJ.

Czasem są takie chwile, gdy po prostu mam zamiar zakończyć tę toksyczną więź. Dlaczego toksyczną? A właśnie dlatego, że mam takie wyobrażenie o naszej znajomości. Ostatnio ciągle się kłócimy. Wszystko jest takie kruche, sztuczne, ckliwe. Nie wygląda to tak, jak kilka miesięcy temu, kiedy śmialiśmy się razem, rozmawialiśmy do białego rana, czy upijaliśmy się tanim winem tysiąc metrów nad poziomem morza. Aktualnie jest kiepsko między nami i to bardzo. Nasze rozmowy opierają się na zasadniczych pytaniach i odpowiedziach. Kontaktujemy się tylko przez wiadomości, kontakt się urywa. A wszystko przez to, że on jest zakochany. Tylko jest jeden problem. Bo przez to straciliśmy naszą więź, która trwała tak długo. I właśnie tak długo on to ukrywał, aż w końcu przemógł się i wyznać to co miał wyznać. Fajnie, gdyby nasze strony oddziaływały na siebie tak samo, ale niestety z mojej strony tak nie jest. Było wiele sporów i chciałam zakończyć znajomość na dobre, jednakże chyba nie byłabym w stanie. Z resztą po czasie dogadywaliśmy się chociaż w małym stopniu. Wiele razy rzuciłam słowami, których trochę żałuję. Pewnie może wydawać się to dziwne, dlaczego po takim wyznaniu chciałam zerwać naszą więź. Chodzi o to, że po tym, co powiedział zaczęłam go traktować nieco inaczej i starałam się izolować. Czułam się dziwnie w jego towarzystwie, szczególnie wtedy, gdy byli z nami jego znajomi, bądź nasi wspólni. Drażniła mnie jego nadmierna troskliwość. Z reguły nigdy się tak nie zachowywał. Wiele osób pytało nas, czy jesteśmy razem. Oczywiście za każdym razem to ja stanowczo zaprzeczałam, a on jako drugi potwierdzał moje słowa. Mówił do mnie milej i czulej, niż zazwyczaj. Stałam się kotkiem, aniołkiem, słoneczkiem, a nawet kochaniem. Czułam się dziwnie i byłam zniesmaczona tym, że mój najlepszy przyjaciel mnie tak nazywa. To może naprawdę absurdalne zachowanie z mojej strony, ale tak właśnie było. Później już było tylko gorzej. A ja nie chciałam go zranić i powiedzieć mu wprost, iż nie może liczyć na nic więcej. On doskonale o tym wiedział. Zapewniałam go milion razy, jednak od jakiegoś czasu miał nadzieję. Nie wiem co kazało mu wyznać to, co siedziało w nim od dłuższego czasu. Wiele razy kłóciliśmy się w przeciągu paru tygodni. Po wspólnym wyjściu z jego kumplami wygarnęłam mu wszystko co leżało mi na sercu. I odeszłam. Ach, no i zapomniałam dodać, że miał do mnie pretensje o to, iż jakoś wcześniej poszłam z innym kumplem na piwo. Był zazdrosny i napisał mi to. Ja oczywiście poirytowałam się, gdyż poniekąd przyjaźniliśmy się, a on zamierzał wyznaczać mi jakieś ograniczenia. Po tym jak odeszłam i oboje rozeszliśmy się, pisaliśmy długo. Nie krył uczyć, że płacze, Z resztą ja też przepłakałam całą noc, Bo to wszystko było dla mnie za trudne i męczyłam się. On na dodatek jest bardzo emocjonalnym facetem i wszystko mocno przeżywa. Nie obeszło się bez alkoholu, o czym też wspomniał. Na początku myślałam, że chce wzbudzić we mnie jakieś poczucie winy, jednak patrząc z jego perspektywy to faktycznie zwróciłabym się w stronę alkoholu. Miałam wyrzuty sumienia. Winiłam się za to, że jakoś nie potrafiłam go prawdziwie pokochać. Był i jest dla mnie jak brat, ale to nie jest to uczucie, którego on oczekiwałby ode mnie. Sytuacja trochę uspokoiła się parę dni temu. Powiedział, że musi zmienić do mnie nastawienie. Musi po prostu przestać mnie kochać, choć zaznaczył wyraźnie, iż nie jest w stanie. Chciałam zniknąć z jego życia i dać mu święty spokój, by znalazł dziewczynę, która obdarzy go czymś takim, czym mnie darzył. On jednak absolutnie zaprzeczył i odrzekł, że tylko jednej, jedynej chce, Więc zostałam i przyrzekłam, że nie odejdę. Obiecał, iż wszystko będzie dobrze i wróci do normy, a pod słowem "norma" rozumieliśmy słowo "dawna przyjaźń". Nie wierzę w to jednak. Minęło kilka dni, polało się trochę łez. Zrodziła się dziwna sytuacja. Nie wiem już kim dla siebie jesteśmy. Wszystko jest paradoksalne, plastikowe. Sypało się od dawna, ale teraz totalnie runęło. Wymieniamy ze sobą kilka zdań dziennie, pytając się po prostu "co słychać". Na tym kończy się nasza rozmowa i mija kolejny dzień. Odczuwam chłód, totalnie wyobcowanie i ścianę, która buduje się między nami. Nic nie będzie już takie jak dawniej.

Chaos, pustka, nostalgia, obcość, nicość, rozczarowanie.

niedziela, 5 października 2014

XVI Wracam na ziemię

Cześć.

Trochę mnie nie było, więc nie spodziewam się, że jeszcze ktoś tutaj zagląda, bądź przeczyta tę notkę, ale wracam do tego bloga. Czekałam ponad miesiąc na laptopa i w końcu się doczekałam.

Ogółem to żyję. Rozpoczęłam dzienne studia na ujocie. Plany miałam trochę inne, ale jednak postanowiłam spróbować swoich sił. Wiem, że pisałam wcześniej o zaocznych, jednak moje życie potoczyło się nieco inaczej. Siedzę teraz w mieszkaniu, które wynajmuję z trójką dziewczyn. Mieszkamy w czwórkę. Kompletnie ich wcześniej nie znałam. Może to dziwne, gdyż ludzie zazwyczaj są zdziwieni, iż zdecydowałam się mieszkać z zupełnie obcymi mi osobami. Wiadomo, że mogę trafić dobrze lub tragicznie. Jak na razie żyjemy w zgodzie i wszystko jest w jak najlepszym porządku. Kraków jest ciekawym miastem i chociaż w zasadzie mam dom niedaleko tego miejsca, to odkrywam go na nowo i poznaję. Na zajęciach byłam w poprzedni czwartek i piątek. Trochę jestem przerażona tym, czym nas straszą, ale jak na razie nie poddaję się. Boję się, że nie dam rady i będę musiała przerwać studia, aczkolwiek mam dużo silnej woli i nabieram zapału do pracy. Po pierwszych zajęciach historycznych mam do przeczytania jakieś tysiąc stron i co tydzień jestem zmuszona pisać artykułu z komentarzami. No cóż... jakoś będę musiała się ogarnąć. Wakacje się skończyły i muszę to sobie uświadomić.

Relacje z moim kochanym przyjacielem ostatnio są strasznie sztywne. Niedawno byłam na imprezie u jego starych znajomych, muzyków, którzy dzielą z nim zainteresowania muzyczne. Szczerze mówiąc, to trafiają i w moje gusta. Było naprawdę fajnie, ale mój kumpel wciąż liczył na coś więcej, jeśli chodzi o nasze relacje. Ostatnio nawet zaczął mówić "więcej" o swoich uczuciach do mnie. Troszkę mnie to przeraziło, bo ja jak już wspominałam wiele razy nie chciałam się z nim wiązać. Odpowiadała mi tylko przyjaźń. On powiedział, że to akceptuje i będzie na mnie czekał, aż się przełamię. Ale wtedy po tej imprezie jakby odpłynęłam na chwilę, być może po dużej ilości whisky i pocałowaliśmy się. Dla mnie to było bardzo przyjacielskie, choć wiadomo, że w taki sposób przyjaciele nie okazują sobie sympatii. Przez ten incydent, on zaczął chyba robić sobie większe nadzieje. Niepotrzebnie go zwodziłam. Później odbyliśmy trudną rozmowę i padły ciężkie słowa odnośnie naszej relacji. Nawet polały się łzy. Kiedy zaczęło się robić coraz lepiej i wszystko było niemalże w porządku, to jakiś tydzień temu on zjawił się u znajomych, którzy również mieszkają w Krakowie. Przyjechał do mnie i zabrał mnie do jego kumpli, których w zasadzie też znałam. Siedem facetów i ja, tak nawiasem mówiąc. ;p Poszliśmy na miasteczko studenckie. Jeszcze nigdy nie widziałam tyle pijanych studentów. Puszki, flaszki i inne rzeczy walały się po betonowej podłodze. Trzeba było uważać, gdzie stawiało się stopy. Cóż... być może to nic szczególnego, ale ja po części byłam negatywnie zaskoczona tym wszystkim, co się tam działo. Następnie udaliśmy się na kluby, do pijalni i tak dalej. Czułam się dość dziwnie, ponieważ miałam wrażenie, że chłopaki myślą, iż jesteśmy parą. Później już ktoś zarzucił temat, ale bez namysłu odparłam, iż tylko się przyjaźnimy. 

Nadal pisał mi czułe słówka, że tęskni, (kiedy już wrócił do domu) itd. Ja to puszczałam mimo uszu i nie reagowałam. W końcu jednak parę dni temu wygarnęłam mu wszystko. Wyjaśniłam, że nie chcę żadnego związku i by nie robił sobie nadziei. Jest między nami napięta sytuacja, gdyż on zakochał się we mnie i ostatnimi czasy kilka razy mi to napisał, jak i powiedział. Wiem, że mu ciężko, mnie w sumie też, bo go zraniłam. chociaż od początku uświadamiałam go, iż jesteśmy tylko przyjaciółmi. Teraz wszystko się posypało. On potrzebuje czasu, by się otrząsnąć i ruszyć dalej, a ja mam wyrzuty sumienia. 

~*~

Wiem, że mam zaległości w czytaniu blogów, ale naprawdę nie mam czasu, by to wszystko nadrobić. Postaram się na bieżąco wszystko czytać. Zaczynam intensywną naukę, muszę zająć umysł, dać sobie spokój z głupimi rzeczami i wziąć się do życia. Do napisania, pozdrawiam osoby, które to jednak przeczytały.

wtorek, 26 sierpnia 2014

XV "How can I decide what’s right? When you’re clouding up my mind?"

cześć

Ostatni wpis był nieco dziwny, gdyż rzadko takie piszę, ale uznałam to za taki upust emocji. Czasem lubię tak, tak po prostu wyrazić wszystko za pomocą kilku słów. Piszę częściej wiersze,choć zdaję sobie sprawę, że są tragiczne, ale ostatnio bardzo to polubiłam.
Aktualnie publikuję przez telefon, gdyż mój kochany laptop odmawia posłuszeństwa i nie chce się uruchomić, więc przepraszam za jakiekolwiek błędy i zastój jeśli chodzi o wasze blogi. Chyba za dużo seriali chciałam obejrzeć. Nadrobię wszystko,.

Podobno, gdy jesteś szczęśliwy, to wsłuchujesz się w brzmienie, melodię, a kiedy jest ci źle, to skupiasz się na tekście. Aż dziwne, ale ja zawsze przywiązuję ogromną wagę do słów wplecionych w utwór. Moja dzisiejsza lista piosenek, których słuchałam. Wcale nie są przypadkowe. Uwielbiam ich teksty. Różne gatunki, różne grupy, różne przesłania. 

The Scorpions - Still loving you
Bryan Adams and Rod Steward & Sting - All for One, All for Love
Iron Maiden - Wasting love
REM - Everybody hurts
White Lion - When the children cry
Coldplay - In my place
Paramore - Decode
U2 - With or without you
Alphaville - Forever young
Muse - Undisclosed desires
The Pretty Reckless - Nothing left to lose
The Neighbourhood - Afraid
Halestorm - I am not an angel

~*~

Ogień naszych słów
Rozpala mą duszę
Przemyka od stóp do głów
Wiem, że muszę

Uciekać lub ginąć
Biec przed siebie
Łodzią płynąć
Szukając ciebie

Zagubiona w ciemności
Jesteś tak daleki
Pragnę twej miłości
Teraz i na wieki

czwartek, 21 sierpnia 2014

XIV Jak kwiat bez wody usycha, tak ja bez Ciebie umieram.

Zamykam się w pokoju.
Kładę się na pustym łóżku i patrzę w jasny sufit.
Czuję, jak po policzku spływa mi łza, a za nią druga, trzecia i tak dalej.
Przewracam się gwałtownie na bok.
Czuję w sercu chłód, ogarnia mnie lekki strach.
Nagle przez moje ciało przechodzi gwałtowny dreszcz.
Zaczynam cała drżeć.
Serce tłucze mi w piersiach, wśród upiornej ciszy.
Czuję falę ciepła, która uderza o moją skórę.
Omiatam wzrokiem pokój, odwracam się i widzę... ciebie.
Wpatrujesz się malachitowymi oczami.
Znów mam cię przed sobą, widzę twoją twarz, która jest żywa.
Patrzysz na mnie jednak inaczej, nie tak jak zwykle.
Po policzku znów spływa mi kolejna kropla łez.
Podnoszę się lekko, pokonuję dzielącą nas przestrzeń i wtedy... nagle znikasz.
Upadam na zimną posadzkę.
Nie mogę się powstrzymać i zaczynam rzewnie płakać.
Gorączkowo zbieram się z podłogi, jednak wciąż upadam i nie mogę powstać.
Wołam cię, wykrzykuję twoje imię, proszę byś podał mi rękę.
Ale ciebie już nie ma. 
Zostałam zupełnie sama.


piątek, 15 sierpnia 2014

XII My head is a very dark place.

cześć, czołem

Dzisiaj bardzo smutno, depresyjnie, melancholijnie, ponuro. Znów mam cholerną chandrę, która trwa kilka dni i nie zapowiada się,  by wkrótce miała mnie opuścić.



Najgorsze jest to, że dobre dni, o których pisałam w poprzedniej notce, minęły. Wszystko się posypało. A dlaczego? Otóż chyba jednak przyjaźń między kobietą a mężczyzną nie jest możliwa. Teraz się o tym przekonałam. Z mojej strony chodziło mi właśnie o taką więź, jednak on powiedział mi, że chce czegoś więcej. Ja jednak nie lubię być uwikłana w związku i nie odpowiada mi to aktualnie. Lubię wolność, nie cierpię być ograniczana i wydaje mi się, iż nie dojrzałam jeszcze do prawdziwego porządnego związku. Chcę się wyszaleć, póki jeszcze jestem ostatni rok nastolatką, a na dodatek wkrótce rozpocznę życie studenckie, cokolwiek to oznacza. Zawsze było mi dobrze samej i zwykle wszystkie relacje z płcią przeciwną starałam się sprowadzać do przyjaźni. Nie było rozczarowań, uwięzienia, znudzenia i przesadnej słodkości. Teraz jestem trochę w kropce, bo mój przyjaciel wie, jakie jest moje zdanie, ale mimo to powiedział mi to, co czuje. Boję się, że teraz nasza przyjaźń może się pokruszyć i coś może pęknąć. A co jeśli on nie będzie w stanie się ze mną przyjaźnić? Powiedział, iż będzie na mnie czekał i szanuje moją decyzję. Może to ja jestem jakaś dziwna? Dlaczego nie chcę być w związku? Ja nie wiem, jakie są moje uczucia, bo zwykle tłumiłam wszystko i nie starałam się bronić od większych emocji i stawiać wszystko na barierze przyjaźni. On najwidoczniej nie potrafił wyzbyć się tego, tak ja ja to zrobiłam. Nie chcę go stracić, bo cholernie zależy mi na nim, ale nie potrafię być w związku. Wiem to doskonale, więc nawet nie chcę próbować, bo jakby nie wyszło, o czym jestem przekonana, to stracilibyśmy tę więź, która nas łączy.
Teraz już prawie nie rozmawiamy, a nasze wiadomości (choć codzienne) są sztywne i nie takie, jak kiedyś. Czy to minie? Powiedział, że wszystko będzie dobrze. A ja chyba pierwszy raz w życiu nie potrafię mu zaufać.

Jest taka piękna aura, a moja wewnętrzna jest szara, ponura i deszczowa. Nawet kolory do mnie nie przemawiają. Wszystko potrafię zepsuć.





Tell me what's on your mind
What you feel, what do you believe
What is inside you that makes you scream?

// Failed flight - Tell me


A może po prostu najlepszym rozwiązaniem będzie izolacja?

czwartek, 7 sierpnia 2014

XI DIY, Czekaj na lepszy dzień

cześć

poczułam się teraz
beztroska jak dziecko
odrzucam na bok smutki
jaka jestem szczęśliwa 
cieszę się każdą chwilą
nie oglądam się za siebie
nie spoglądam na problemy wstecz
interesuje mnie tylko teraźniejszość
i życie chwilą
tą piękną chwilą



W końcu czuję, że żyję. Może temu, iż mam więcej czasu wolnego, jakoś powoli wszystko zaczyna mi się układać no i staram się aż tak bardzo nie narzekać. Na dodatek odzyskałam przyjaciela, z którym pokłóciłam się jakiś... rok temu? Chyba tak, więc to dla mnie coś wielkiego i cieszę się niezmiernie.
W ogóle to wymyśliłam, że pójdę w końcu na jakiś porządny koncert, a mianowicie mówię tutaj o Slashu, który będzie grać w Krakowie w listopadzie. Mam nadzieję, że to wypali, w sensie mój wypad na koncert, bo bardzo chciałabym pójść, a ekipa jest.

Z tego wszystkiego aż postanowiłam coś zrobić w mojej szafie, bo nudziłam się okropnie, a jakoś kreatywność się we mnie obudziła ostatnio. Takie cuś znalazłam w 'internetach i spróbowałam swoich sił na starej koszulce. Efekt jest naprawdę fajny, ale moją koszulkę wcięło gdzieś, więc nie pokażę wam mojego dzieła, z resztą wybrałam czerwoną, a to trochę psuje efekt. Ale na czarnym wygląda świetnie, jak na zdjęciu poniżej. I ten wzór wydaje mi się bardzo fajny, choć wiadomo, że można wykombinować własny.



Jak wam się to podoba? Radzę najpierw jednak próbować na czymś, czego nie będzie szkoda, gdy coś pójdzie nie tak.

***

Tryskam szczęściem, energią, pomimo tego, iż spałam kilka godzin. Zasłuchuję się w Slashu, wyczekując na wrzesień i nowy album. Apocalyptica w ogóle w kwietniu będzie w Krakowie, właśnie dziś się dowiedziałam. No i rozważam Turunen na listopad. Ktoś się wybiera może? (;



uwielbiam uprawiać miłość z muzyką, 
//jakkolwiek to brzmi.


piątek, 1 sierpnia 2014

X Nie zawsze obu stronom zależy na tym samym.

witajcie, kochani


"I'm so happy 

Cause today I found my friends 
They're in my head 
I'm so ugly 
But that's ok, 'cause so are you"

// Nirvana - Lithium

No właśnie...
W poprzednim poście pytałam Was o to, czy możliwa jest przyjaźń między kobietą a mężczyzną i Wy byliście na tak. Ja ciągle się nad tym zastanawiam, bo szczerze mówiąc mam przyjaciela płci przeciwnej i rozmyślam, czy nasza znajomość nie sprowadza się do czegoś więcej. Kiedyś myślałam, że faktycznie można przyjaźnić się z drugą osobą (mówię tutaj o facetach), ale od pewnego czasu wydaje mi się to niezbyt realne. Według mnie pomiędzy miłością a przyjaźnią biegnie cienka granica, która z czasem może się zatrzeć. Ale ja np. chcę mieć przyjaciela w tej drugiej osobie, nie kogoś więcej. A co, jeżeli z drugiej strony nie działa to tak samo? I przez to właśnie niby nazywamy się przyjaciółmi, ciągle rozmawiamy, praktycznie bez przerwy i chyba to trochę za dużo. Chcemy tylko przyjaźni, aczkolwiek ja nie jestem do końca przekonana, że to ciągle będzie przyjaźń. Chcę go mieć jako przyjaciela, nie chłopaka, a mam obawy, iż on może pragnąć czegoś więcej, ale nie mówi mi o tym otwarcie. Znam go na tyle i czuję to po prostu. Boję się, że właśnie może wyniknąć z tego coś więcej i druga strona na tym ucierpi, poczuć się odrzucona. Może faktycznie codzienne stałe rozmowy to za dużo? Ale co jeśli ja poczuję coś więcej? Nie chcę do tego dopuścić. Może muszę ograniczyć kontakt? 

Chcę.
Chcę go.
Chcę go na całe życie.
Chcę go na całe życie, ale... jako przyjaciela.

takaradosnaja
dawnotakaniebyłam


Wszystko jest takie zagmatwane. Dlatego też nie jestem do końca przekonana, że taka przyjaźń jest możliwa. Mam wątpliwości. Nie chcę niczego zepsuć, ale ostatnio naszych relacji jest coraz więcej, jak nigdy dotąd. Nie chcę go stracić i nie chcę, by to zaszło za daleko. Po prostu zależy mi tylko na przyjaźni z nim, nie na miłości. 

lets-fly-to-infinity:

w-i-l-d—l-o-v-e:

✖ http://w-i-l-d—l-o-v-e.tumblr.com/ ✖



środa, 30 lipca 2014

IX Czas na zmiany.

hej - lubicie Duran Duran?
Na wstępie tej notki, przywołam pewien cytat z piosenki grupy Duran Duran. (Jej, jak to oficjalnie zabrzmiało, jak w przemówieniu.)

"But I won't cry for yesterday.
There's an ordinary world somehow I have to find.
And as I try to make my way to the ordinary world
I will learn to survive."
/ Duran Duran - Ordinary world

Tak więc świetnie oddaje to moje ostatnie rozmyślenia. Ale czas się pozbierać i wyjść z chandry, która mną zawładnęła. Ktoś mi powiedział, że mam bardzo niskie poczucie własnej wartości. Sądzę, iż to prawda. Bardzo często użalam się nad sobą i chyba faktycznie widzę w sobie tylko wady. Muszę i chcę to zmienić.

***

Jestem na siebie bardzo zła. Dlaczego? Otóż jakiś czas temu utraciłam wiele danych ze poprzedniego komputera i teraz ubolewam nad tym. Zniknęło kilka tysięcy utworów muzycznych, które nagromadziłam przez kilka lat, zdjęcia, jak i moje twory literackie. Pisałam kiedyś opowiadania, nie wiem, czy o tym wspominałam, ale tak, to prawda. I w tych moich utraconych plikach było kilka skończonych opowiadań. I to dość długie, gdyż liczyły minimum sto stron w wordzie. Naprawdę byłam załamana, pomimo tego, iż na pewno nie były to świetne twory itd., ale jednak włożyłam w to wiele serca, pracy, czasu i wszystko przepadło. Zbieram się ostatnio za napisanie czegoś, ale boję się o mój słomiany zapał i to, że stracę chęci, Ja mimo wszystko lubię mieć czytelników, bo to bardzo motywuje, jednak w dzisiejszych czasach *nikt nie czyta blogów z opowiadaniami, ponieważ wszyscy je piszą. Ja też nie lubię pisać tylko dla siebie, do szuflady. Lubię dzielić się czymś z ludźmi i uczyć się przez to, dążąc do doskonałości, nawet jeśli świetnie nie piszę.

***

Ktokolwiek widział, ktokolwiek wie, gdzie można to dostać?


I na koniec takie pytanie do Was... Czy według Was możliwa jest przyjaźń między kobietą a mężczyzną?


Ściskam mocno, S.

*oczywiście słowo nikt nie jest takie dosłowne tutaj 



sobota, 26 lipca 2014

VIII Krótko i nie na temat

hej - dziś mało muzycznie, bo staram się nie dołować

Jakiś czas mnie tutaj nie było, bo nie miałam w sumie ochoty pisać. Miewam ostatnio gorsze dni, nie mam ochoty na nic, wszystko jest dla mnie nudne i monotonne. Brakuje mi czegoś, ale sama nie wiem czego. Zatarły się wszelkie znajomości, nie sypiam po nocach i jestem rozdrażniona. Wszystko mnie irytuje, mało się śmieję, zamykam się w pokoju i siedzę w samotności.
Znów o mało co nie wylądowałam w szpitalu z powodu mojej alergii. Sama nie wiem na co jestem uczulona, bo dopiero mam się o tym przekonać za jakiś czas, gdy udam się do kliniki na badania. Całe życie byłam zdrowa, żadnej alergii, a teraz nagle dostaję takich ataków, że ląduję pod kroplówką.


Chcę się znów śmiać i nie zadręczać wszystkim.
Chcę wyjechać i już nie wrócić.
Chcę znaleźć tę drogę, drogę do mojego Denver.
Zostać trampem i umrzeć jako tramp.



niedziela, 13 lipca 2014

VII Forever trusting who we are And nothing else matters.

hej <-- (na dziś adekwatna do mojego nastroju metallica) 

Miewam coraz to gorsze dni. Dowiaduję się o jakichś przykrych dla mnie sprawach pomimo tego, że mogłyby wydawać się błahe. Przez te wakacje rozmyły się moje więzi z wieloma niegdyś przyjaciółmi. Strasznie tego żałuję. Byłam w świetnej ekipie, wszyscy zgrani, jednak od pewnego czasu nawet na imprezach witamy się tylko machnięciem ręki. Tak było i wczoraj. I mówię to głównie o chłopakach, bo o nich mi chodzi. Stali się jacyś obcy i zastanawiam się, skąd się to wzięło? Ach, no i nie wspomniałam, że znaleźli sobie nowe koleżanki. Pewnie to jest powodem, ale zupełnie tego nie rozumiem. Przecież zawsze się przyjaźniliśmy, a teraz mam wrażenie że zostałam zamieniona na lepszy (choć nie sądzę) model. Do cholery z tą przyjaźnią. Ludzie są dziwni i coraz mniej już ich rozumiem.


Muszę zainwestować w nowe trampki, bo te już kończą swój żywot, ale ciężko jest się z nimi rozstać. Przeszły tak wiele, a ja nie wiem dlaczego mam sentyment do butów. :P Może się to wydać śmieszne, ale tak jest. No i za nowymi glanami też muszę się rozejrzeć, bo po ostatnim koncercie i te nie były niezawodne. 


Ach, jak ja lubię czekoladę. Ale nie mogę jej jeść za wiele. Uwielbiam czekoladki, szczególnie Karmello,  te na powyższym zdjęciu. Są przepyszne, a na dodatek każda ma praktycznie inny smak i nie znajdziesz dwóch takich samych czekoladek. Jak mam złe dni, gorszy nastrój to zajadam się nimi. Ostatnio powodem do tego była rozmowa z przyjacielem, ale jest już lepiej. Dzwonimy do siebie znów i rozmawiamy do późna.

Żyję w niepewności.
Boję się tego, co przyniesie jutro.
Zaczynam wątpić w ludzi.
Mam wrażenie, że zostaję sama
I nikt nie chwyci mnie już za rękę.
/by me


piątek, 11 lipca 2014

VI Idąc cmentarną aleją szukam Ciebie, mój przyjacielu...

cześć, cześć 
Ostatnio bardzo zasłuchana by TPR. Uwielbiam Momsen, jej głos i kawałki The Pretty Reckless.




"There was this boy who

Tore my heart in two
And I had to lay him eight feet underground
All I need is someone to save me
Cus I am going down" 


/fragm. utworu Goin' down by The Pretty Reckless


Znów odczuwam rozdarcie wewnątrz i jakiś strach przed działaniem, podjęciem słusznej decyzji. I właśnie jak w cytacie piosenki powyżej, jest ze mną podobnie. Boję się, że faktycznie kogoś potrzebuję, jednak wcześniej pochowałam go osiem stóp pod ziemią. Upadam, ale nie umiem się podnieść.

Powracam do czarnych ubrań, do koloru, który uwielbiałam. Jest mroczniej, zamieniam się w swoje poprzednie ego. Wracam do drogi, jak Sal Paradise, by dotrzeć do upragnionego Denver.


Chcę stać się lepszym człowiekiem.
Przekreślam złe wspomnienia.
Jednak wciąż czuję ucisk na sercu.
Nic się nie zmienia.
Zamarzam jeszcze bardziej od wewnątrz.
Te same pragnienia.
Czy ktoś może mi pomóc?
Mam dość milczenia.

/by Saphira






/zdjęcia mojego autorstwa, jak i tekst, który nie został zacytowany.
Proszę to uszanować i nie kopiować!

piątek, 4 lipca 2014

IV A może to strach wyklucza mnie przed działaniem?

Untitled

Skupiona w ciszy odpływam.
Ogarnia mnie lęk przed samą sobą,
Błądzę myślami po kątach.
Czy wszystko jest w porządku?
Czy jesteśmy bezpieczni?

Napój mnie.
Jestem spragniona niewypowiedzianych słów, zapomnianych snów.
Chcę tylko z tobą sycić codzienność szaloną falą emocji.


Czasami zastanawiam się, dlaczego jestem taka obojętna na ludzkie uczucia. Może się boję? A może to dlatego, że brak mi odwagi, by zaufać drugiemu człowiekowi i przez to chcę być obojętna, przezroczysta? A może dobrze udaję i tłumię to głęboko w sobie, zwalczam uczucia? Uwielbiam rozmawiać, pisać z ludźmi. Zwykle dobrze im radzę w trudnych chwilach, staram się wysłuchać i być dobrą przyjaciółką, ale jakoś sobie nie umiem pomóc. Mam okropny mętlik we łbie. Jestem bardzo rozdarta wewnątrz i czuję jak zaczyna panować we mnie chaos, który chce się zadomowić na dłuższy czas. Zaczynam się powoli otwierać, jednak coś stoi mi na przeszkodzie i chyba tym cosiem jest strach. Tylko przed czym? Zaprzątam sobie umysł dziwnymi sprawami, które wcześniej nie miały w mojej głowie miejsca. Można kogoś kochać bardziej niż przyjaciela? Ale... ależ oczywiście, że można. Tylko są pewne ale. Właśnie. I tego nie lubię. Ale co jeśli ktoś jest beznadziejny w związku? Ale co jeżeli nie lubi się ograniczeń i braku wolności? Czy to oznacza, że jest się niedojrzałym? Może to faktycznie strach, który jest na wyższym szczeblu?

"I've tried so hard to tell myself that you're gone,
But though you're still with me,
I've been alone all along..."