Pokazywanie postów oznaczonych etykietą personal. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą personal. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 19 marca 2018

XXXVII Samotnie

grafika cat, shadow, and photography
Samotnie wracam do domu zaśnieżonym korytarzem. Mijają mnie ludzie, ale przechodzę obok nich beznamiętnie. Nie umiem odnaleźć się w tej społeczności. Jest za głośno. Jest za tłoczno. W domu czeka na mnie kot, który jest bardziej rozmowny, niż moi domownicy. Rozmawiam z kotem, bo tylko on wydaje się mnie wysłuchać. Nadal samotnie.

sobota, 2 stycznia 2016

XXVIII Przecież to tylko kolejny rozdział i zakup nowego kalendarza

witajcie moi kochani w tym nowym roku

Troszkę przeraża mnie fakt, że jest minus 15 na zewnątrz. Ale na szczęście siedzę sobie przykryta cieplutką kołderką i piję gorącą herbatkę. Jeszcze te zawsze zmarznięte stopy. Nawet grube skarpety nie pomagają... Brrr

No tak, nowy rok, nowe zmiany, nowa ja. Ale czy na pewno? Jak dla mnie to po prostu zakup nowego kalendarza i rozpoczęcie kolejnego rozdziału. Ja jeszcze tego nie czuję i nie wiem czy to coś zmieni w moim życiu. Może dojdzie to do mnie wtedy, gdy pomylę sobie pięć z szóstką w zapisie daty. Wprawdzie zrobiłam listę postanowień noworocznych i tardo chcę je zrealizować, ale zobaczymy jak to będzie. Słomiany zapał to jedna z moich najgorszych wad. Chociaż w sumie to w jakiejś części spełniłam jedno z nich, a mianowicie na święta wielkanocne wyruszam do cieplutkiej Hiszpanii. Już nie mogę się doczekać. Moja mama już panikuje, bo lecę tam sama, ale na miejscu już nie będę sama. Do mnie jeszcze to nie dochodzi, ale zapewne kilka tygodni przed też będę się stresować. Trochę boję się bariery językowej, bo dopiero rozpoczynam naukę hiszpańskiego, ale mam nadzieję, że do marca będę mogła się jakoś porozumieć. Mój kochany angielski może się tam średnio przydać, ale pewnie w jakimś stopniu tak.

Czy ktoś tak samo jak ja beznadziejnie spędził ostatni dzień starego roku? Ja nie sądziłam, że tak skończę, ale niestety no cóż... Krótko mówiąc nie wiedziałam nawet kiedy, ale schlałam się i zasnęłam kilka minut przed północą. Obudziłam się o trzeciej, zaklęłam i ponownie zasnęłam. Po prostu fantastyczny Sylwester. Wszyscy teraz mają ubaw, ale okazało się, że nie tylko ja tak źle skończyłam. Zawsze to jakieś pocieszenie, prawda? 




środa, 30 września 2015

XXVI Kipi tęsknotą

Mój magiczny tydzień już dawno się skończył, ale był naprawdę niezwykły. Ja i on, tylko my. Miałam go dla siebie całe siedem dni, a teraz znowu tęsknię. Nie wiem, kiedy go zobaczę. Wszystko jest takie zagmatwane. Ja tutaj, on tam. Dzielą nas tysiące kilometrów. Mam nadzieję, że to wszystko przetrwa, ale rozłąka robi swoje. Jestem silna, staram się taka być, jednak boję się. Jak zwykle mam w głowie same pesymistyczne myśli. Przez tamten tydzień nie mogłam uwierzyć w to, że byłam taka szczęśliwa i wszystko wydawało się takie idealne. Tak właśnie było. Siedem dni przeminęło z wiatrem. Miałam wrażenie, że to był tylko jeden, długi dzień. Jak na razie jest cudownie, pomimo że dzieli nas taka odległość. Stały kontakt, ciągłe rozmowy. Mam jednak pewne obawy. Czy nie znudzimy się sobą, będąc w takich relacjach? Już przechodziliśmy przez różne sytuacje, ale zwykle wszystko opierało się na tym, że jesteśmy tak daleko od siebie. 

Październik już się zaczyna, a ja w ogóle tego nie czuję. Pewnie przez te cieplejsze dni, które były ostatnio. Mój ukochany miesiąc, ale nie dlatego że rozpoczyna się rok akademicki. 
Znowu rozpoczynam studia. Jak na razie o tym nie myślę, ale dopiero za tydzień to do mnie dojdzie. Oczywiście zdecydowałam się na niestacjonarne studia, bo stwierdziłam że czas dorosnąć, znaleźć pracę. Nie można przecież wiecznie chodzić na śniadania do pijalni po całonocnych melanżach. Ach, no i do tych tostów na śniadanie spijać pianę z piwa, które zwykło rewelacyjnie wchodzić na kaca mordercę. Nie wiem, czy za tym tęsknię. Z jednej strony może i tak. Czułam się wolna, wyzwolona, bez żadnych ograniczeń. Znajomi zawsze się znaleźli, jeśli chciało się gdzieś wyjść, czy zabalować. Ale teraz tak naprawdę praktycznie nie mam kontaktu z tymi ludźmi. Byli oni tylko kumplami od picia. Wybrałam studia zaoczne, bo chcę dojrzeć i zmądrzeć. Wiele wydarzyło się w moim życiu przez ubiegły rok. Ale jednak największym błędem był wybór kierunku. Jak zwykle w pośpiechu obrałam niewłaściwy. Może tym razem nie zrezygnuję tak szybko. Oby...

wtorek, 8 września 2015

XXV Bałagan


I kolejny film Nolana, kolejna lampka wina, kolejny marudny dzień. Zostały jeszcze prawie dwa dni i będę naprawdę szczęśliwa. Szkoda, że tylko przez tydzień, ale zawsze to coś. Nie chcę myśleć na przód, ale wiem jak będzie i to mnie najbardziej boli. Tydzień przeminie, a później kilkutysięczna przepaść między nami...

Nie mogę doczekać się października, mojego ulubionego miesiąca w roku. Niech ktoś nie myśli, że przez rozpoczęcie roku akademickiego. Broń Boże! Wcale mi nie spieszno do Krakowa, bo mieszkam tuż obok i chociaż kocham to miasto, to nie chcę wracać na studia. Może dlatego, że rozpoczynam wszystko od nowa? Przecież już rzuciłam studia. Popadłam w depresję, zamknęłam się w sobie, zniknęłam na dwa miesiące. Boję się, boję się znowu. Nie chcę niczego zepsuć. A co, jeżeli znów nie odnajdę się w obranym kierunku? Nie chcę ponownie rezygnować. Wprawdzie teraz już jest za późno, by cokolwiek zmieniać, ale niepewność i strach przytłaczają mnie, ostatnio coraz częściej. Już nie jestem małą dziewczynką, która bezmyślnie podejmuje decyzje. Zdałam sobie w końcu z tego sprawę, bo zawaliłam kilka rzeczy i dokonałam złych wyborów. Uczę się na błędach, a przynajmniej staram się nie stawiać tych samych kroków, które doprowadziły mnie do upadku. Podnoszę się zawsze, jednak każdy kolejny raz sprawia, że słabnę i kiedyś mogę już nie mieć tyle siły, by wstać ponownie. Nie chcę tego. Muszę zacząć pracować nad sobą. Nauczyć się być silną kobietą, która podejmuje słuszne decyzje, wie czego chce. A właśnie ja nigdy nie miałam pojęcia, czego tak naprawdę chcę i oczekuję. Bujałam sobie w obłokach, żyłam chwilą, aż w końcu przekroczyłam próg dorosłości, ale chyba tylko liczbowo. Nie zwracałam na to uwagi. Rodzice wciąż powtarzali mi ile mam lat, co powinnam już osiągnąć, kim się stać. Ja natomiast nie przyjmowałam tego do siebie, żyłam swoim życiem. Teraz żałuję. Ale przecież nie mogę niczego cofnąć, prawda? Mogę tylko starać się wszystko naprawić, o ile nie jest już za późno. Zacznę od siebie i od bałaganu w mojej głowie.

niedziela, 6 września 2015

XXIV Sweater Weather

 z tym utworem zaczynam dzień

A ja kocham jesień. Za te cudowne mgliste, rześkie poranki, za chłód jaki ze sobą niesie, za porywisty wiatr, który unosi liście, wplatając je później w moje niesforne kosmyki włosów i za niesamowicie piękny krajobraz. Kiedy już zbliża się małymi kroczkami wraz z wrześniem, wyciągam z dna szafy wełniane swetry i spaceruję po ukochanym lesie, zatapiając się w szeleszczących stosach liści, porzuconych przez drzewa. 

Wcale nie brakuje mi gorących dni. Już chcę od nich odpocząć, bo w zasadzie nigdy nie lubiłam upalnych popołudni przesyconych słońcem. A to lato było naprawdę duszne.

Oderwałam się od znajomych, przyjaciół i jestem sama. Oczywiście na własne życzenie. Nie mam na nic ochoty, brakuje mi sił, a całe dnie potrafię spędzić w łóżku, które opuszczam tylko po kubek gorącej herbaty. Lubię to, lubię pobyć sama i oderwać się od wszystkiego i wszystkich. Ale lubię także jego obecność. Czasami potrafimy spędzić kilka godzin, wpatrzeni w siebie. Nie potrzeba nam do tego słów. Rozumiemy się doskonale. 

Wciąż czekam. Zostało kilka dni, a właściwie to tylko cztery. Nie mogę się doczekać, chociaż wiem, że powinnam być cierpliwa, gdyż ten wyczekiwany tydzień przeminie jak jeden dzień. Ale wykorzystamy go najlepiej, jak tylko się da, tak powiedział. Obiecał mi. Wie, że nie może mnie zawieść.

    

piątek, 4 września 2015

XXIII Byliśmy nadzy, ale ubrani... w słowa.

Uwielbiam te chwile, kiedy wszystko idzie po naszej myśli. Świat wydaje się być bardziej kolorowy, a ty jednak widzisz same pozytywy, pomimo bycia marudnym pesymistą. Są takie momenty w życiu, ale zazwyczaj nie trwają długo, a czasami nawet zaledwie kilka minut. Dopiero kiedy jest źle to doceniasz właśnie takie chwile.

chłodne powietrze buchnęło w nasze twarze
rozwiało mi włosy, które rozsypały się po ramionach, niczym kaskada
musnąłeś zimnymi palcami moje plecy
zadrżałam, a dreszcz przemknął przez całe moje ciało
byliśmy nadzy, ale ubrani w słowa


wtorek, 23:14
Masz wiadomość:
- "Chcę trzymać Cię za ręce, patrzyć w Twoje fascynujące oczy, później pieścić Cię i zagubić się w Twoim spojrzeniu, aż zemdleję."

Czy on nie jest czarujący?

Jeszcze tylko tydzień. No właśnie, TYLKO tydzień.
Cholernie tęsknię.
A później? Znowu to samo.
Tysiące kilometrów między nami.

poniedziałek, 31 sierpnia 2015

XXI Atramentowe serce, a w nim pełno dziur

hej,

Znowu mam tyle myśli na minutę, że mój mózg wydaje się jakby chciał wybuchnąć. Za dużo wszystkiego gromadzi się i nie chce wyjść, ani poukładać się do odpowiednich szufladek. Okropny mętlik przytłacza mnie, a tego jest tak dużo, że codziennie staram się zasypiać szybciej i nie zaprzątać sobie głowy. Czasami jest to po prostu za trudne, bo wtedy właśnie rodzi się najwięcej pytań, wątpliwości i łez.

Od jakiegoś miesiąca jestem w kropce. Nie mogę ruszyć na przód. A wszystko przez totalnie głupie zauroczenie, które trwa od kilku dobrych miesięcy. I tutaj rodzi się problem. Jest ono odwzajemnione, ale co z tego, skoro dzielą nas tysiące kilometrów?
Jak sobie z tym wszystkim poradzić, kiedy wydaje Ci się, że znalazłeś odpowiednią osobę, z którą chcesz spędzić każdą chwilę, ale stworzenie czegoś "większego" jest nierealne na odległość. Wszystko tylko sprowadzało się do łez, a nawet do kłótni. Jeden miesiąc był okropnie trudny. Pokłóciliśmy się,  stwierdziliśmy, że za bardzo cierpimy i to definitywny koniec. Ale izolacja była jeszcze gorsza. Wróciliśmy do tego, co było wcześniej. Wydaje się, iż można żyć w związku na odległość, ale to jest naprawdę bolesne i ja nie dawałam rady. Niedawno znowu polały się kolejne łzy, zrodziło się wiele pytań i wszystko jakby... potłukło się. Od jakiegoś miesiąca jesteśmy dla siebie obcy, ale rozmawiamy ze sobą. Próbujemy żyć w przyjaźni, jako prawdziwi przyjaciele. Kłopot w tym, że za dwa tygodnie mamy się spotkać i spędzić ze sobą tydzień. I tego najbardziej się boję. Kolejne nadzieje, jego niezwykłe oczy i on - cały i prawdziwy. Tęsknię bardzo i nie mogę się doczekać, a z drugiej strony wiem, że to wiąże się z kolejnym cierpieniem, bo nadal staram się odzwyczaić, być tylko przyjaciółką.

Poniedziałek - 1:23
Masz wiadomość:
- Tęsknię za Tobą jak szalony.
Śpij dobrze.

czwartek, 27 sierpnia 2015

XX Ewolucja.

cześć misiaki.

Jak dawno mnie tutaj nie było. Czy ktoś tutaj mnie jeszcze pamięta? Pewnie nie. Ale może to i lepiej. Postanowiłam wrócić i znów coś napisać, bo taka moja natura, że czasami wracam do starych rzeczy. Znów mnie to cieszy, znów mogę odetchnąć na sekundę od targających myśli, kiedy przeleję je na papier. 
Wiele się pozmieniało w moim życiu. Sama nie wiem, czy na dobre, czy na złe. Niektóre zmiany były drastyczne i bolesne, ale chcąc nie chcąc musiałam przez to przebrnąć. A mówię tutaj o moich studiach, które krótko mówiąc, rzuciłam. Czułam się źle, studiując coś, co w ogóle nie sprawiało mi przyjemności. Każde zajęcia były dla mnie udręką i zwykle miałam dość. Pierwsze sesja przeszła gładko, ale co z tego, gdy ja nadal zmagałam się z tym wszystkim? Chłonęłam wiedzę, zmuszając się do nauki. Myślałam, że wiem czego chcę i studia nie mogą być takie złe, a wybór kierunku na pewno będzie dobry. I tutaj troszeczkę pomyliłam się... Chcę nadal studiować, ale coś, co będzie sprawiało mi przyjemność. Poprzednia decyzja odnośnie studiów była tragiczna i pochopna. Teraz już wybrałam, ale nadal się waham. Nie chcę zmarnować kolejnego roku. Boję się, że znów wszystko z góry zepsułam.

~*~

Wkrótce więcej wszystkiego. 

Wracam,
ewoluowałam
cierpienia sobie skracam
inne kierunki obrałam.

poniedziałek, 3 listopada 2014

XVIII Zakazany owoc

hej

Dawno nie pisałam, ale w zasadzie nie zamierzam często pisać, gdyż nie mam na to czasu. Studiuję i to jest właśnie główny powód, jednak nie oznacza to, że rezygnuję z bloga.

Jestem właśnie w szpitalu na odczulaniu, gdyż odstałam uczulenia na leki. Po prostu rewelacyjnie. Musiałam wyjść w połowie pisania kolokwium, gdyż zaczęły mi ujawniać się objawy alergii. 
Chciałam tylko zahamować kaszel, który przeszkadza mi w braniu udziału w zajęciach, ale niestety nie byłam pewna, czy mnie nie uczuli. Stało się jak stało. Kroplówka, zastrzyki, obserwacje i te sprawy. Dwa razy jak do tej pory miałam identyczną sytuację, ale wtedy jeszcze nie wiedziałam, że jestem na coś uczulona. Aktualnie żyję w nieświadomości i boję się przyjmować jakiekolwiek leki i muszę długo czekać na wizytę w klinice, by zrobiono mi odpowiednie badania. Mam antybiotyk, boli mnie gardło, katar i kaszel, a tak jakby nie mogę się leczyć. Odczulanie w szpitalu pomaga, do czasu aż znów czegoś nie wezmę nieświadomie. 

Co do mojego przyjaciela. Posypało się to wszystko. Ja jakimś cudem za nim w ogóle nie tęsknię. Nie widujemy się. Pokłóciliśmy się trochę w ostatnich rozmowach. On stwierdził, że się zmieniłam nie do poznania, a ja, że irytuje mnie jego stosunek do mnie. Chciałam przyjaźni, czystej przyjaźni, jednak on liczył na coś więcej i wcale nie przestawał próbować, co mnie naprawdę denerwowało.
W zasadzie to poznałam kogoś na studiach. "Dobrego" kumpla, chociaż to dość ciężki przypadek pod wieloma względami. Napiszę o nim więcej wkrótce, bo nasza znajomość dopiero się rozwija i nabiera tempa. Jak na razie nie znamy się długo, gdyż w zasadzie minął dopiero miesiąc mojego studiowania w wielkim mieście. 
Jest ON bardzo toksyczny i przez to coś mnie do niego przyciąga, by poznać go bliżej. Może dlatego, iż zakazany owoc smakuje najlepiej? A może to ludzka ciekawość?

Jest już ze mną w porządku, idę spać i otrząsnąć się po zdarzeniach z ostatnich kilku dni.

niedziela, 19 października 2014

XVII Ona płakała, a jego serce pękło i posypało się na milion kryształowych kawałeczków...

Cześć.

słowem wstępu zanim przejdę do rozczuleń, o których niełatwo mi pisać.
Tak w ogóle nie zamierzam tutaj często pisać, bo nie mam już tyle wolnego czasu, a ten który mam to pożytkuję na naukę, bądź inne zajęcia. Także przepraszam, jeżeli gdzieś nie piszę komentarzy, ale staram się wszystko czytać. Naprawdę. Czasem, jadąc tramwajem poświęcam czas właśnie na czytanie, aczkolwiek brakuje mi go na napisanie treściwego komentarza, a nie zwykłam odpowiadać dwoma słowami. I zmieniam trochę tematykę mojego bloga. Miało być tutaj wszystko, ale w zasadzie nie mam ochoty na nic od dłuższego czasu. To trwa już jakieś dwa lub trzy miesiące. Więc będzie się znajdować tutaj tylko moja paplanina. Dobrze się czuję, gdy wyrzucę z siebie wszystko "na papier", taki wirtualny papier.

~*~

TYLE WĄTPLIWOŚCI.

Słucham sobie Scotta Stappa i odpoczywam po dwóch godzinach czytania książki o badaniach politologicznych. W zasadzie to nie wszystko, bo musiałam ogarnąć jakieś notatki i takie tam. Czuję, że nadchodzą nieprzespane noce, zarwane na nauce dziwnych filozoficznych zagadnień, których nie do końca rozumiem, ale muszę je pojąć. Sama tego chciałam i sama wybrałam uczelnię, więc nie powinnam już narzekać. Boję się trochę, że temu wszystkiemu nie podołam i coś pójdzie nie tak. Mam dużo chęci, zapału, wiary, ale czy to wystarczy?

~*~

EMOCJE WZIĘŁY GÓRĘ. NIC NIE BĘDZIE JUŻ TAKIE JAK DAWNIEJ.

Czasem są takie chwile, gdy po prostu mam zamiar zakończyć tę toksyczną więź. Dlaczego toksyczną? A właśnie dlatego, że mam takie wyobrażenie o naszej znajomości. Ostatnio ciągle się kłócimy. Wszystko jest takie kruche, sztuczne, ckliwe. Nie wygląda to tak, jak kilka miesięcy temu, kiedy śmialiśmy się razem, rozmawialiśmy do białego rana, czy upijaliśmy się tanim winem tysiąc metrów nad poziomem morza. Aktualnie jest kiepsko między nami i to bardzo. Nasze rozmowy opierają się na zasadniczych pytaniach i odpowiedziach. Kontaktujemy się tylko przez wiadomości, kontakt się urywa. A wszystko przez to, że on jest zakochany. Tylko jest jeden problem. Bo przez to straciliśmy naszą więź, która trwała tak długo. I właśnie tak długo on to ukrywał, aż w końcu przemógł się i wyznać to co miał wyznać. Fajnie, gdyby nasze strony oddziaływały na siebie tak samo, ale niestety z mojej strony tak nie jest. Było wiele sporów i chciałam zakończyć znajomość na dobre, jednakże chyba nie byłabym w stanie. Z resztą po czasie dogadywaliśmy się chociaż w małym stopniu. Wiele razy rzuciłam słowami, których trochę żałuję. Pewnie może wydawać się to dziwne, dlaczego po takim wyznaniu chciałam zerwać naszą więź. Chodzi o to, że po tym, co powiedział zaczęłam go traktować nieco inaczej i starałam się izolować. Czułam się dziwnie w jego towarzystwie, szczególnie wtedy, gdy byli z nami jego znajomi, bądź nasi wspólni. Drażniła mnie jego nadmierna troskliwość. Z reguły nigdy się tak nie zachowywał. Wiele osób pytało nas, czy jesteśmy razem. Oczywiście za każdym razem to ja stanowczo zaprzeczałam, a on jako drugi potwierdzał moje słowa. Mówił do mnie milej i czulej, niż zazwyczaj. Stałam się kotkiem, aniołkiem, słoneczkiem, a nawet kochaniem. Czułam się dziwnie i byłam zniesmaczona tym, że mój najlepszy przyjaciel mnie tak nazywa. To może naprawdę absurdalne zachowanie z mojej strony, ale tak właśnie było. Później już było tylko gorzej. A ja nie chciałam go zranić i powiedzieć mu wprost, iż nie może liczyć na nic więcej. On doskonale o tym wiedział. Zapewniałam go milion razy, jednak od jakiegoś czasu miał nadzieję. Nie wiem co kazało mu wyznać to, co siedziało w nim od dłuższego czasu. Wiele razy kłóciliśmy się w przeciągu paru tygodni. Po wspólnym wyjściu z jego kumplami wygarnęłam mu wszystko co leżało mi na sercu. I odeszłam. Ach, no i zapomniałam dodać, że miał do mnie pretensje o to, iż jakoś wcześniej poszłam z innym kumplem na piwo. Był zazdrosny i napisał mi to. Ja oczywiście poirytowałam się, gdyż poniekąd przyjaźniliśmy się, a on zamierzał wyznaczać mi jakieś ograniczenia. Po tym jak odeszłam i oboje rozeszliśmy się, pisaliśmy długo. Nie krył uczyć, że płacze, Z resztą ja też przepłakałam całą noc, Bo to wszystko było dla mnie za trudne i męczyłam się. On na dodatek jest bardzo emocjonalnym facetem i wszystko mocno przeżywa. Nie obeszło się bez alkoholu, o czym też wspomniał. Na początku myślałam, że chce wzbudzić we mnie jakieś poczucie winy, jednak patrząc z jego perspektywy to faktycznie zwróciłabym się w stronę alkoholu. Miałam wyrzuty sumienia. Winiłam się za to, że jakoś nie potrafiłam go prawdziwie pokochać. Był i jest dla mnie jak brat, ale to nie jest to uczucie, którego on oczekiwałby ode mnie. Sytuacja trochę uspokoiła się parę dni temu. Powiedział, że musi zmienić do mnie nastawienie. Musi po prostu przestać mnie kochać, choć zaznaczył wyraźnie, iż nie jest w stanie. Chciałam zniknąć z jego życia i dać mu święty spokój, by znalazł dziewczynę, która obdarzy go czymś takim, czym mnie darzył. On jednak absolutnie zaprzeczył i odrzekł, że tylko jednej, jedynej chce, Więc zostałam i przyrzekłam, że nie odejdę. Obiecał, iż wszystko będzie dobrze i wróci do normy, a pod słowem "norma" rozumieliśmy słowo "dawna przyjaźń". Nie wierzę w to jednak. Minęło kilka dni, polało się trochę łez. Zrodziła się dziwna sytuacja. Nie wiem już kim dla siebie jesteśmy. Wszystko jest paradoksalne, plastikowe. Sypało się od dawna, ale teraz totalnie runęło. Wymieniamy ze sobą kilka zdań dziennie, pytając się po prostu "co słychać". Na tym kończy się nasza rozmowa i mija kolejny dzień. Odczuwam chłód, totalnie wyobcowanie i ścianę, która buduje się między nami. Nic nie będzie już takie jak dawniej.

Chaos, pustka, nostalgia, obcość, nicość, rozczarowanie.