Pokazywanie postów oznaczonych etykietą pytania. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą pytania. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 8 września 2015

XXV Bałagan


I kolejny film Nolana, kolejna lampka wina, kolejny marudny dzień. Zostały jeszcze prawie dwa dni i będę naprawdę szczęśliwa. Szkoda, że tylko przez tydzień, ale zawsze to coś. Nie chcę myśleć na przód, ale wiem jak będzie i to mnie najbardziej boli. Tydzień przeminie, a później kilkutysięczna przepaść między nami...

Nie mogę doczekać się października, mojego ulubionego miesiąca w roku. Niech ktoś nie myśli, że przez rozpoczęcie roku akademickiego. Broń Boże! Wcale mi nie spieszno do Krakowa, bo mieszkam tuż obok i chociaż kocham to miasto, to nie chcę wracać na studia. Może dlatego, że rozpoczynam wszystko od nowa? Przecież już rzuciłam studia. Popadłam w depresję, zamknęłam się w sobie, zniknęłam na dwa miesiące. Boję się, boję się znowu. Nie chcę niczego zepsuć. A co, jeżeli znów nie odnajdę się w obranym kierunku? Nie chcę ponownie rezygnować. Wprawdzie teraz już jest za późno, by cokolwiek zmieniać, ale niepewność i strach przytłaczają mnie, ostatnio coraz częściej. Już nie jestem małą dziewczynką, która bezmyślnie podejmuje decyzje. Zdałam sobie w końcu z tego sprawę, bo zawaliłam kilka rzeczy i dokonałam złych wyborów. Uczę się na błędach, a przynajmniej staram się nie stawiać tych samych kroków, które doprowadziły mnie do upadku. Podnoszę się zawsze, jednak każdy kolejny raz sprawia, że słabnę i kiedyś mogę już nie mieć tyle siły, by wstać ponownie. Nie chcę tego. Muszę zacząć pracować nad sobą. Nauczyć się być silną kobietą, która podejmuje słuszne decyzje, wie czego chce. A właśnie ja nigdy nie miałam pojęcia, czego tak naprawdę chcę i oczekuję. Bujałam sobie w obłokach, żyłam chwilą, aż w końcu przekroczyłam próg dorosłości, ale chyba tylko liczbowo. Nie zwracałam na to uwagi. Rodzice wciąż powtarzali mi ile mam lat, co powinnam już osiągnąć, kim się stać. Ja natomiast nie przyjmowałam tego do siebie, żyłam swoim życiem. Teraz żałuję. Ale przecież nie mogę niczego cofnąć, prawda? Mogę tylko starać się wszystko naprawić, o ile nie jest już za późno. Zacznę od siebie i od bałaganu w mojej głowie.

czwartek, 3 września 2015

XXII Wszędzie tylko cycki.


hello,

Oh cara

Przez ostatni miesiąc obejrzałam wiele filmów. Chciałam codziennie oglądnąć jakiś warty uwagi film. Począwszy od komedii, a skończywszy na horrorach, czy kryminałach. Jeden z nich mnie bardzo zachwycił, a mianowicie "Zaginiona Dziewczyna". Fantastyczny, tajemniczy, zagadkowy - czyli to, co lubię najbardziej. Końcówka mnie nieco rozczarowała, ale całość była naprawdę dobra. Parę dni temu skusiłam się i włączyłam "Wilka z Wall Street", ponieważ znajomi go polecali wielokrotnie, ale mnie sam opis nie zainteresował na tyle, by obejrzeć go w kinie, bądź zaraz po premierze. Niedawno przypomniałam sobie o nim, więc wzięłam się za oglądanie. Muszę przyznać, że z trudem brnęłam przez ten film. Totalne rozczarowanie i porażka. Głupi, nudny, bardzo pusty i dużo w nim porno... Właśnie po obejrzeniu tego badziewia i kilku innych filmów zastanawiam się, dlaczego wszędzie pojawiają się tylko nagie kobiety. Nie jestem miłośniczką golizny w filmach, bo zwykle jest naprawdę wulgarna, ale dlaczego to zawsze kobiety muszą się obnażać? Moim zdaniem to nie fair, by wszędzie w filmach pokazywać tylko gołe baby. A co z facetami? Naprawdę jest mało takich filmów, gdzie następuje równowaga. Ale trochę to nie jest w porządku, że kobiety są zazwyczaj postrzegane jako dziwki, wyuzdane i świecące cyckami na każdym kroku. W "Wilku z Wall Street" tak właśnie jest. Co druga scena ukazuje puste kobiety, latające bez ubrań, albo prostytutki. Pełno tam damskiej golizny, jednak nie męskiej. Ja jako kobieta jestem nieco urażona tym. Jeśli już chcą pokazywać nagość, to dlaczego tylko żeńskie ciała? 
Ale zebrało mi się na temat do rozmowy. Może wydać się to głupie i ktoś pewnie pomyśli sobie, że bulwersuję się, gdyż jestem hetero. Nie w tym rzecz, ( choć jestem hetero jkbc), tylko chodzi mi tutaj o postrzeganie KOBIETY, zwykle jako prostytutki, głupiej cycatej blondynki. I wszędzie później krążą właśnie opinie, że kobiety to dziwki... 

Wybaczcie, że tak chaotycznie i od rzeczy.

poniedziałek, 31 sierpnia 2015

XXI Atramentowe serce, a w nim pełno dziur

hej,

Znowu mam tyle myśli na minutę, że mój mózg wydaje się jakby chciał wybuchnąć. Za dużo wszystkiego gromadzi się i nie chce wyjść, ani poukładać się do odpowiednich szufladek. Okropny mętlik przytłacza mnie, a tego jest tak dużo, że codziennie staram się zasypiać szybciej i nie zaprzątać sobie głowy. Czasami jest to po prostu za trudne, bo wtedy właśnie rodzi się najwięcej pytań, wątpliwości i łez.

Od jakiegoś miesiąca jestem w kropce. Nie mogę ruszyć na przód. A wszystko przez totalnie głupie zauroczenie, które trwa od kilku dobrych miesięcy. I tutaj rodzi się problem. Jest ono odwzajemnione, ale co z tego, skoro dzielą nas tysiące kilometrów?
Jak sobie z tym wszystkim poradzić, kiedy wydaje Ci się, że znalazłeś odpowiednią osobę, z którą chcesz spędzić każdą chwilę, ale stworzenie czegoś "większego" jest nierealne na odległość. Wszystko tylko sprowadzało się do łez, a nawet do kłótni. Jeden miesiąc był okropnie trudny. Pokłóciliśmy się,  stwierdziliśmy, że za bardzo cierpimy i to definitywny koniec. Ale izolacja była jeszcze gorsza. Wróciliśmy do tego, co było wcześniej. Wydaje się, iż można żyć w związku na odległość, ale to jest naprawdę bolesne i ja nie dawałam rady. Niedawno znowu polały się kolejne łzy, zrodziło się wiele pytań i wszystko jakby... potłukło się. Od jakiegoś miesiąca jesteśmy dla siebie obcy, ale rozmawiamy ze sobą. Próbujemy żyć w przyjaźni, jako prawdziwi przyjaciele. Kłopot w tym, że za dwa tygodnie mamy się spotkać i spędzić ze sobą tydzień. I tego najbardziej się boję. Kolejne nadzieje, jego niezwykłe oczy i on - cały i prawdziwy. Tęsknię bardzo i nie mogę się doczekać, a z drugiej strony wiem, że to wiąże się z kolejnym cierpieniem, bo nadal staram się odzwyczaić, być tylko przyjaciółką.

Poniedziałek - 1:23
Masz wiadomość:
- Tęsknię za Tobą jak szalony.
Śpij dobrze.

poniedziałek, 22 grudnia 2014

XIX Tylko pieprzenie od rzeczy.

cześć, 
uwaga ~ nie powiem nic interesującego, mam zamiar pieprzyć od rzeczy.

Wiem, że nie pisałam długo i nie ogółem mnie tutaj nie było, ale czy to jest ważne? Czasem zastanawiam się, co tak naprawdę jest ważne w moim życiu. Tak wiele rzeczy jest zbędnych, niepotrzebnych i człowiek dopiero z czasem uświadamia sobie pewne sprawy, uczy się na błędach, jednak szkoda, że na swoich.
Często dokonujemy wyborów, które nie są słuszne i z biegiem czasu zdajemy sobie sprawę jak wielki błąd popełniliśmy. Powstaje pytanie, czym się kierowaliśmy zatem? Skąd bierze się ta lekkomyślność, dlaczego nie jesteśmy w stanie przewidzieć pewnych spraw, uchronić się jakoś przed przyszłością? Z reguły to coś lub raczej ktoś wpływa na nasze zachowania, ale przecież mamy własny rozum. Najwidoczniej i on zostaje zaślepiony, ale jak to możliwe?
Zastanawiam się nad błahostkami, kiedy mam chwilę czasu. Ostatnio jest coraz mniej tych chwil. Taaak, zbliża się sesja. Boję się, nie ukrywam. Nie wiem czego mam się spodziewać, ogrom materiałów mnie przeraża, ale wszyscy mówią, że dam radę. Nie jestem tego taka pewna. W głowie miałam wizję całkiem innego studiowania, aczkolwiek mój wykreowany obraz był gorszy. Być może dlatego, iż jeszcze nie przebrnęłam przez egzaminy. Zamiast myśleć o nauce i prawie konstytucyjnym albo o czarnej gwardii Hitlera, to ja myślę o rzeczach, którymi nie powinnam sobie zaprzątać głowy. Nie mogę doczekać się świąt, jednak z drugiej strony nie chcę, by już nadeszły, bo wiem jak szybko przeminą. Czas tak szybko biegnie. Czasami chciałabym mieć guzik z napisem 'stop', który po wciśnięciu zatrzymałby choć przez chwilę czas. Chciałam zrealizować w końcu projekt akustyczny wraz z zespołem, ale wykręcam się wciąż. Byłam chora, później ponownie, następnie byłam wyczerpana po podróży i tak właśnie ze wszystkim mi schodzi. Brakuje czasu na naukę, a ja nie potrafię nocami się uczyć. Do tej pory dużo się imprezowało, jednakże z rozsądkiem. Poznałam masę ludzi. Jedni okazali się być naprawdę w porządku, a inni niestety byli fałszywymi kłamcami. Zdałam sobie sprawę z tego, że nie można tak pochopnie oceniać ludzi. Wielkie miasto może cię totalnie pochłonąć, wciągnąć całego i nawet nie będziesz wiedzieć kiedy, znajdziesz się w studni bez dnia. Spotykasz ludzi, którzy mają naprawdę skomplikowane życie i nie wszystko jest takie kolorowe, jakby mogło się wydawać. Do tej pory nie sądziłam, że czasem film może okazać się rzeczywistością. Adijos, do napisania, niemłoda godzina, a ja słucham ckliwego pitolenia kolesia, który nie potrafi śpiewać i próbuje udawać, że potrafi grać na gitarze.

poniedziałek, 3 listopada 2014

XVIII Zakazany owoc

hej

Dawno nie pisałam, ale w zasadzie nie zamierzam często pisać, gdyż nie mam na to czasu. Studiuję i to jest właśnie główny powód, jednak nie oznacza to, że rezygnuję z bloga.

Jestem właśnie w szpitalu na odczulaniu, gdyż odstałam uczulenia na leki. Po prostu rewelacyjnie. Musiałam wyjść w połowie pisania kolokwium, gdyż zaczęły mi ujawniać się objawy alergii. 
Chciałam tylko zahamować kaszel, który przeszkadza mi w braniu udziału w zajęciach, ale niestety nie byłam pewna, czy mnie nie uczuli. Stało się jak stało. Kroplówka, zastrzyki, obserwacje i te sprawy. Dwa razy jak do tej pory miałam identyczną sytuację, ale wtedy jeszcze nie wiedziałam, że jestem na coś uczulona. Aktualnie żyję w nieświadomości i boję się przyjmować jakiekolwiek leki i muszę długo czekać na wizytę w klinice, by zrobiono mi odpowiednie badania. Mam antybiotyk, boli mnie gardło, katar i kaszel, a tak jakby nie mogę się leczyć. Odczulanie w szpitalu pomaga, do czasu aż znów czegoś nie wezmę nieświadomie. 

Co do mojego przyjaciela. Posypało się to wszystko. Ja jakimś cudem za nim w ogóle nie tęsknię. Nie widujemy się. Pokłóciliśmy się trochę w ostatnich rozmowach. On stwierdził, że się zmieniłam nie do poznania, a ja, że irytuje mnie jego stosunek do mnie. Chciałam przyjaźni, czystej przyjaźni, jednak on liczył na coś więcej i wcale nie przestawał próbować, co mnie naprawdę denerwowało.
W zasadzie to poznałam kogoś na studiach. "Dobrego" kumpla, chociaż to dość ciężki przypadek pod wieloma względami. Napiszę o nim więcej wkrótce, bo nasza znajomość dopiero się rozwija i nabiera tempa. Jak na razie nie znamy się długo, gdyż w zasadzie minął dopiero miesiąc mojego studiowania w wielkim mieście. 
Jest ON bardzo toksyczny i przez to coś mnie do niego przyciąga, by poznać go bliżej. Może dlatego, iż zakazany owoc smakuje najlepiej? A może to ludzka ciekawość?

Jest już ze mną w porządku, idę spać i otrząsnąć się po zdarzeniach z ostatnich kilku dni.

niedziela, 19 października 2014

XVII Ona płakała, a jego serce pękło i posypało się na milion kryształowych kawałeczków...

Cześć.

słowem wstępu zanim przejdę do rozczuleń, o których niełatwo mi pisać.
Tak w ogóle nie zamierzam tutaj często pisać, bo nie mam już tyle wolnego czasu, a ten który mam to pożytkuję na naukę, bądź inne zajęcia. Także przepraszam, jeżeli gdzieś nie piszę komentarzy, ale staram się wszystko czytać. Naprawdę. Czasem, jadąc tramwajem poświęcam czas właśnie na czytanie, aczkolwiek brakuje mi go na napisanie treściwego komentarza, a nie zwykłam odpowiadać dwoma słowami. I zmieniam trochę tematykę mojego bloga. Miało być tutaj wszystko, ale w zasadzie nie mam ochoty na nic od dłuższego czasu. To trwa już jakieś dwa lub trzy miesiące. Więc będzie się znajdować tutaj tylko moja paplanina. Dobrze się czuję, gdy wyrzucę z siebie wszystko "na papier", taki wirtualny papier.

~*~

TYLE WĄTPLIWOŚCI.

Słucham sobie Scotta Stappa i odpoczywam po dwóch godzinach czytania książki o badaniach politologicznych. W zasadzie to nie wszystko, bo musiałam ogarnąć jakieś notatki i takie tam. Czuję, że nadchodzą nieprzespane noce, zarwane na nauce dziwnych filozoficznych zagadnień, których nie do końca rozumiem, ale muszę je pojąć. Sama tego chciałam i sama wybrałam uczelnię, więc nie powinnam już narzekać. Boję się trochę, że temu wszystkiemu nie podołam i coś pójdzie nie tak. Mam dużo chęci, zapału, wiary, ale czy to wystarczy?

~*~

EMOCJE WZIĘŁY GÓRĘ. NIC NIE BĘDZIE JUŻ TAKIE JAK DAWNIEJ.

Czasem są takie chwile, gdy po prostu mam zamiar zakończyć tę toksyczną więź. Dlaczego toksyczną? A właśnie dlatego, że mam takie wyobrażenie o naszej znajomości. Ostatnio ciągle się kłócimy. Wszystko jest takie kruche, sztuczne, ckliwe. Nie wygląda to tak, jak kilka miesięcy temu, kiedy śmialiśmy się razem, rozmawialiśmy do białego rana, czy upijaliśmy się tanim winem tysiąc metrów nad poziomem morza. Aktualnie jest kiepsko między nami i to bardzo. Nasze rozmowy opierają się na zasadniczych pytaniach i odpowiedziach. Kontaktujemy się tylko przez wiadomości, kontakt się urywa. A wszystko przez to, że on jest zakochany. Tylko jest jeden problem. Bo przez to straciliśmy naszą więź, która trwała tak długo. I właśnie tak długo on to ukrywał, aż w końcu przemógł się i wyznać to co miał wyznać. Fajnie, gdyby nasze strony oddziaływały na siebie tak samo, ale niestety z mojej strony tak nie jest. Było wiele sporów i chciałam zakończyć znajomość na dobre, jednakże chyba nie byłabym w stanie. Z resztą po czasie dogadywaliśmy się chociaż w małym stopniu. Wiele razy rzuciłam słowami, których trochę żałuję. Pewnie może wydawać się to dziwne, dlaczego po takim wyznaniu chciałam zerwać naszą więź. Chodzi o to, że po tym, co powiedział zaczęłam go traktować nieco inaczej i starałam się izolować. Czułam się dziwnie w jego towarzystwie, szczególnie wtedy, gdy byli z nami jego znajomi, bądź nasi wspólni. Drażniła mnie jego nadmierna troskliwość. Z reguły nigdy się tak nie zachowywał. Wiele osób pytało nas, czy jesteśmy razem. Oczywiście za każdym razem to ja stanowczo zaprzeczałam, a on jako drugi potwierdzał moje słowa. Mówił do mnie milej i czulej, niż zazwyczaj. Stałam się kotkiem, aniołkiem, słoneczkiem, a nawet kochaniem. Czułam się dziwnie i byłam zniesmaczona tym, że mój najlepszy przyjaciel mnie tak nazywa. To może naprawdę absurdalne zachowanie z mojej strony, ale tak właśnie było. Później już było tylko gorzej. A ja nie chciałam go zranić i powiedzieć mu wprost, iż nie może liczyć na nic więcej. On doskonale o tym wiedział. Zapewniałam go milion razy, jednak od jakiegoś czasu miał nadzieję. Nie wiem co kazało mu wyznać to, co siedziało w nim od dłuższego czasu. Wiele razy kłóciliśmy się w przeciągu paru tygodni. Po wspólnym wyjściu z jego kumplami wygarnęłam mu wszystko co leżało mi na sercu. I odeszłam. Ach, no i zapomniałam dodać, że miał do mnie pretensje o to, iż jakoś wcześniej poszłam z innym kumplem na piwo. Był zazdrosny i napisał mi to. Ja oczywiście poirytowałam się, gdyż poniekąd przyjaźniliśmy się, a on zamierzał wyznaczać mi jakieś ograniczenia. Po tym jak odeszłam i oboje rozeszliśmy się, pisaliśmy długo. Nie krył uczyć, że płacze, Z resztą ja też przepłakałam całą noc, Bo to wszystko było dla mnie za trudne i męczyłam się. On na dodatek jest bardzo emocjonalnym facetem i wszystko mocno przeżywa. Nie obeszło się bez alkoholu, o czym też wspomniał. Na początku myślałam, że chce wzbudzić we mnie jakieś poczucie winy, jednak patrząc z jego perspektywy to faktycznie zwróciłabym się w stronę alkoholu. Miałam wyrzuty sumienia. Winiłam się za to, że jakoś nie potrafiłam go prawdziwie pokochać. Był i jest dla mnie jak brat, ale to nie jest to uczucie, którego on oczekiwałby ode mnie. Sytuacja trochę uspokoiła się parę dni temu. Powiedział, że musi zmienić do mnie nastawienie. Musi po prostu przestać mnie kochać, choć zaznaczył wyraźnie, iż nie jest w stanie. Chciałam zniknąć z jego życia i dać mu święty spokój, by znalazł dziewczynę, która obdarzy go czymś takim, czym mnie darzył. On jednak absolutnie zaprzeczył i odrzekł, że tylko jednej, jedynej chce, Więc zostałam i przyrzekłam, że nie odejdę. Obiecał, iż wszystko będzie dobrze i wróci do normy, a pod słowem "norma" rozumieliśmy słowo "dawna przyjaźń". Nie wierzę w to jednak. Minęło kilka dni, polało się trochę łez. Zrodziła się dziwna sytuacja. Nie wiem już kim dla siebie jesteśmy. Wszystko jest paradoksalne, plastikowe. Sypało się od dawna, ale teraz totalnie runęło. Wymieniamy ze sobą kilka zdań dziennie, pytając się po prostu "co słychać". Na tym kończy się nasza rozmowa i mija kolejny dzień. Odczuwam chłód, totalnie wyobcowanie i ścianę, która buduje się między nami. Nic nie będzie już takie jak dawniej.

Chaos, pustka, nostalgia, obcość, nicość, rozczarowanie.

piątek, 15 sierpnia 2014

XII My head is a very dark place.

cześć, czołem

Dzisiaj bardzo smutno, depresyjnie, melancholijnie, ponuro. Znów mam cholerną chandrę, która trwa kilka dni i nie zapowiada się,  by wkrótce miała mnie opuścić.



Najgorsze jest to, że dobre dni, o których pisałam w poprzedniej notce, minęły. Wszystko się posypało. A dlaczego? Otóż chyba jednak przyjaźń między kobietą a mężczyzną nie jest możliwa. Teraz się o tym przekonałam. Z mojej strony chodziło mi właśnie o taką więź, jednak on powiedział mi, że chce czegoś więcej. Ja jednak nie lubię być uwikłana w związku i nie odpowiada mi to aktualnie. Lubię wolność, nie cierpię być ograniczana i wydaje mi się, iż nie dojrzałam jeszcze do prawdziwego porządnego związku. Chcę się wyszaleć, póki jeszcze jestem ostatni rok nastolatką, a na dodatek wkrótce rozpocznę życie studenckie, cokolwiek to oznacza. Zawsze było mi dobrze samej i zwykle wszystkie relacje z płcią przeciwną starałam się sprowadzać do przyjaźni. Nie było rozczarowań, uwięzienia, znudzenia i przesadnej słodkości. Teraz jestem trochę w kropce, bo mój przyjaciel wie, jakie jest moje zdanie, ale mimo to powiedział mi to, co czuje. Boję się, że teraz nasza przyjaźń może się pokruszyć i coś może pęknąć. A co jeśli on nie będzie w stanie się ze mną przyjaźnić? Powiedział, iż będzie na mnie czekał i szanuje moją decyzję. Może to ja jestem jakaś dziwna? Dlaczego nie chcę być w związku? Ja nie wiem, jakie są moje uczucia, bo zwykle tłumiłam wszystko i nie starałam się bronić od większych emocji i stawiać wszystko na barierze przyjaźni. On najwidoczniej nie potrafił wyzbyć się tego, tak ja ja to zrobiłam. Nie chcę go stracić, bo cholernie zależy mi na nim, ale nie potrafię być w związku. Wiem to doskonale, więc nawet nie chcę próbować, bo jakby nie wyszło, o czym jestem przekonana, to stracilibyśmy tę więź, która nas łączy.
Teraz już prawie nie rozmawiamy, a nasze wiadomości (choć codzienne) są sztywne i nie takie, jak kiedyś. Czy to minie? Powiedział, że wszystko będzie dobrze. A ja chyba pierwszy raz w życiu nie potrafię mu zaufać.

Jest taka piękna aura, a moja wewnętrzna jest szara, ponura i deszczowa. Nawet kolory do mnie nie przemawiają. Wszystko potrafię zepsuć.





Tell me what's on your mind
What you feel, what do you believe
What is inside you that makes you scream?

// Failed flight - Tell me


A może po prostu najlepszym rozwiązaniem będzie izolacja?

piątek, 1 sierpnia 2014

X Nie zawsze obu stronom zależy na tym samym.

witajcie, kochani


"I'm so happy 

Cause today I found my friends 
They're in my head 
I'm so ugly 
But that's ok, 'cause so are you"

// Nirvana - Lithium

No właśnie...
W poprzednim poście pytałam Was o to, czy możliwa jest przyjaźń między kobietą a mężczyzną i Wy byliście na tak. Ja ciągle się nad tym zastanawiam, bo szczerze mówiąc mam przyjaciela płci przeciwnej i rozmyślam, czy nasza znajomość nie sprowadza się do czegoś więcej. Kiedyś myślałam, że faktycznie można przyjaźnić się z drugą osobą (mówię tutaj o facetach), ale od pewnego czasu wydaje mi się to niezbyt realne. Według mnie pomiędzy miłością a przyjaźnią biegnie cienka granica, która z czasem może się zatrzeć. Ale ja np. chcę mieć przyjaciela w tej drugiej osobie, nie kogoś więcej. A co, jeżeli z drugiej strony nie działa to tak samo? I przez to właśnie niby nazywamy się przyjaciółmi, ciągle rozmawiamy, praktycznie bez przerwy i chyba to trochę za dużo. Chcemy tylko przyjaźni, aczkolwiek ja nie jestem do końca przekonana, że to ciągle będzie przyjaźń. Chcę go mieć jako przyjaciela, nie chłopaka, a mam obawy, iż on może pragnąć czegoś więcej, ale nie mówi mi o tym otwarcie. Znam go na tyle i czuję to po prostu. Boję się, że właśnie może wyniknąć z tego coś więcej i druga strona na tym ucierpi, poczuć się odrzucona. Może faktycznie codzienne stałe rozmowy to za dużo? Ale co jeśli ja poczuję coś więcej? Nie chcę do tego dopuścić. Może muszę ograniczyć kontakt? 

Chcę.
Chcę go.
Chcę go na całe życie.
Chcę go na całe życie, ale... jako przyjaciela.

takaradosnaja
dawnotakaniebyłam


Wszystko jest takie zagmatwane. Dlatego też nie jestem do końca przekonana, że taka przyjaźń jest możliwa. Mam wątpliwości. Nie chcę niczego zepsuć, ale ostatnio naszych relacji jest coraz więcej, jak nigdy dotąd. Nie chcę go stracić i nie chcę, by to zaszło za daleko. Po prostu zależy mi tylko na przyjaźni z nim, nie na miłości. 

lets-fly-to-infinity:

w-i-l-d—l-o-v-e:

✖ http://w-i-l-d—l-o-v-e.tumblr.com/ ✖



środa, 30 lipca 2014

IX Czas na zmiany.

hej - lubicie Duran Duran?
Na wstępie tej notki, przywołam pewien cytat z piosenki grupy Duran Duran. (Jej, jak to oficjalnie zabrzmiało, jak w przemówieniu.)

"But I won't cry for yesterday.
There's an ordinary world somehow I have to find.
And as I try to make my way to the ordinary world
I will learn to survive."
/ Duran Duran - Ordinary world

Tak więc świetnie oddaje to moje ostatnie rozmyślenia. Ale czas się pozbierać i wyjść z chandry, która mną zawładnęła. Ktoś mi powiedział, że mam bardzo niskie poczucie własnej wartości. Sądzę, iż to prawda. Bardzo często użalam się nad sobą i chyba faktycznie widzę w sobie tylko wady. Muszę i chcę to zmienić.

***

Jestem na siebie bardzo zła. Dlaczego? Otóż jakiś czas temu utraciłam wiele danych ze poprzedniego komputera i teraz ubolewam nad tym. Zniknęło kilka tysięcy utworów muzycznych, które nagromadziłam przez kilka lat, zdjęcia, jak i moje twory literackie. Pisałam kiedyś opowiadania, nie wiem, czy o tym wspominałam, ale tak, to prawda. I w tych moich utraconych plikach było kilka skończonych opowiadań. I to dość długie, gdyż liczyły minimum sto stron w wordzie. Naprawdę byłam załamana, pomimo tego, iż na pewno nie były to świetne twory itd., ale jednak włożyłam w to wiele serca, pracy, czasu i wszystko przepadło. Zbieram się ostatnio za napisanie czegoś, ale boję się o mój słomiany zapał i to, że stracę chęci, Ja mimo wszystko lubię mieć czytelników, bo to bardzo motywuje, jednak w dzisiejszych czasach *nikt nie czyta blogów z opowiadaniami, ponieważ wszyscy je piszą. Ja też nie lubię pisać tylko dla siebie, do szuflady. Lubię dzielić się czymś z ludźmi i uczyć się przez to, dążąc do doskonałości, nawet jeśli świetnie nie piszę.

***

Ktokolwiek widział, ktokolwiek wie, gdzie można to dostać?


I na koniec takie pytanie do Was... Czy według Was możliwa jest przyjaźń między kobietą a mężczyzną?


Ściskam mocno, S.

*oczywiście słowo nikt nie jest takie dosłowne tutaj 



piątek, 11 lipca 2014

VI Idąc cmentarną aleją szukam Ciebie, mój przyjacielu...

cześć, cześć 
Ostatnio bardzo zasłuchana by TPR. Uwielbiam Momsen, jej głos i kawałki The Pretty Reckless.




"There was this boy who

Tore my heart in two
And I had to lay him eight feet underground
All I need is someone to save me
Cus I am going down" 


/fragm. utworu Goin' down by The Pretty Reckless


Znów odczuwam rozdarcie wewnątrz i jakiś strach przed działaniem, podjęciem słusznej decyzji. I właśnie jak w cytacie piosenki powyżej, jest ze mną podobnie. Boję się, że faktycznie kogoś potrzebuję, jednak wcześniej pochowałam go osiem stóp pod ziemią. Upadam, ale nie umiem się podnieść.

Powracam do czarnych ubrań, do koloru, który uwielbiałam. Jest mroczniej, zamieniam się w swoje poprzednie ego. Wracam do drogi, jak Sal Paradise, by dotrzeć do upragnionego Denver.


Chcę stać się lepszym człowiekiem.
Przekreślam złe wspomnienia.
Jednak wciąż czuję ucisk na sercu.
Nic się nie zmienia.
Zamarzam jeszcze bardziej od wewnątrz.
Te same pragnienia.
Czy ktoś może mi pomóc?
Mam dość milczenia.

/by Saphira






/zdjęcia mojego autorstwa, jak i tekst, który nie został zacytowany.
Proszę to uszanować i nie kopiować!

piątek, 4 lipca 2014

IV A może to strach wyklucza mnie przed działaniem?

Untitled

Skupiona w ciszy odpływam.
Ogarnia mnie lęk przed samą sobą,
Błądzę myślami po kątach.
Czy wszystko jest w porządku?
Czy jesteśmy bezpieczni?

Napój mnie.
Jestem spragniona niewypowiedzianych słów, zapomnianych snów.
Chcę tylko z tobą sycić codzienność szaloną falą emocji.


Czasami zastanawiam się, dlaczego jestem taka obojętna na ludzkie uczucia. Może się boję? A może to dlatego, że brak mi odwagi, by zaufać drugiemu człowiekowi i przez to chcę być obojętna, przezroczysta? A może dobrze udaję i tłumię to głęboko w sobie, zwalczam uczucia? Uwielbiam rozmawiać, pisać z ludźmi. Zwykle dobrze im radzę w trudnych chwilach, staram się wysłuchać i być dobrą przyjaciółką, ale jakoś sobie nie umiem pomóc. Mam okropny mętlik we łbie. Jestem bardzo rozdarta wewnątrz i czuję jak zaczyna panować we mnie chaos, który chce się zadomowić na dłuższy czas. Zaczynam się powoli otwierać, jednak coś stoi mi na przeszkodzie i chyba tym cosiem jest strach. Tylko przed czym? Zaprzątam sobie umysł dziwnymi sprawami, które wcześniej nie miały w mojej głowie miejsca. Można kogoś kochać bardziej niż przyjaciela? Ale... ależ oczywiście, że można. Tylko są pewne ale. Właśnie. I tego nie lubię. Ale co jeśli ktoś jest beznadziejny w związku? Ale co jeżeli nie lubi się ograniczeń i braku wolności? Czy to oznacza, że jest się niedojrzałym? Może to faktycznie strach, który jest na wyższym szczeblu?

"I've tried so hard to tell myself that you're gone,
But though you're still with me,
I've been alone all along..."


środa, 2 lipca 2014

III Zawirował świat...

cześć. 

Świat zwariował, czy to my jesteśmy jacyś inni?
Powyższy tekst jest rewelacyjny. A dlaczego? Dlatego, że jest adekwatny do tego co się dzieje. Wciąż ludzie udają, starają się być kimś, kim nie są. Przybierają złudne twarze, na które zakładają maski. Wszyscy teraz pozują na kogoś, kto idealnie chce wtopić się wśród ludzi. Jakie to żenujące. Moim zdaniem bycie sobą wcale nie jest złe, a wręcz poprawne i oryginalne. Nie należy ślepo podążać za czymś i starać się naśladować kogoś. Oryginalność ludzka jest na wyginięciu, a wszyscy chcą być tacy sami. Świat jest chory, albo to ludzie są jacyś inni. Panuje jakaś głupia hierarchia, na którą człowieki chcą się wspiąć jak najwyżej, by być najlepszymi za wszelką cenę. Ja staram się być sobą i nikogo nie udawać. Mam przyjaciół, którzy lubią mnie za to kim jestem, a nie za to co posiadam i jak wyglądam.



Ostatnio znów zaczytuję się w opowiadaniach Poe'go. Uwielbiam go i jego twory. "Opowieści miłosne śmiertelne i tajemnicze" to książka, do której ciągle wracam. Właśnie teraz, kiedy mam sporą ilość czasu siadam z filiżanką kawy i czytam. Świetny a zarazem przyjemny sposób na zabicie czasu. Polecam każdemu opowieści Edgara Allana Poe'go, bo są tego warte.


Wciąż pada, ale nie przeszkadza mi to. Nadal siedzę w domu i nadrabiam to, czego nie zdążyłam obejrzeć, czy przeczytać. Mam sporą ilość wolnego czasu, więc wykorzystuję to na małe przyjemności.Obiecałam dodać fotografie z ogrodu mojej mamy, a więc są. Przydałaby się jakaś rozrywka w moim życiu. Ale pocieszam się faktem, że dwunastego lipca spotykam się z przyjaciółmi na imprezie, którą organizuje moja znajoma. Przestaję powoli imprezować, gdyż ostatnio zdarzało mi się praktycznie co tydzień. Zamierzam zmienić nieco swój styl życia, czyli więcej ćwiczyć, lepiej się odżywiać i wykonać rzeczy ze zrobionej wcześniej listy. Na pewno wyjdzie mi to na dobre.


Jak
Jak często
Jak często ludzie
Jak często ludzie kłamią?

Zastanawialiście się jak często ludzie kłamią? Czasami mam wrażenie, że obracam się w świecie kłamców. Dla mnie kłamstwo jest grzechem i staram się tego unikać, bo uważam, iż kłamstwo jest kłamstwem i nie można go w żaden sposób usprawiedliwić. 





sobota, 28 czerwca 2014

II Dużo pytań, truskawek i muzyki w mojej głowie.

hej, hej. 

Pogoda wciąż jest deszczowa, a ja siedzę w domu i zajadam się z rana truskawkami. W ogóle pełno owoców zaczyna dojrzewać, co mnie bardzo cieszy, bo je uwielbiam. Kwiaty też świetnie wyglądają, kiedy kwitnąć ozdabiają cały ogródek. Niebawem dodam jakieś fotografie kwiatów z mojej rodzinnej działki. Moja mama kocha rośliny i zajmuje się ogrodem, a więc skradnę ich trochę do sfotografowania. 


Kiedy pada słucham zwykle jakichś melancholijnych piosenek. Ostatnio po głowie ciągle chodzi mi Bryan Adams albo Phil Collins. Słucham na okrągło, aż chyba czasem przesadzam z tą muzyką. Moi domownicy tylko narzekają i zwykle krzyczą, bym ściszyła. 






Na takie popołudnia parzę sobie herbatę i zwykle oglądam jakiś serial. Jakieś dwa tygodnie temu zaczęłam w końcu Grę o tron - serial, który skradł moje serce. Uwielbiam go! Wprawdzie jestem dopiero w trzecim sezonie, ale naprawdę podoba mi się. Fabuła, jak i bohaterowie są świetni. Serdecznie polecam, jeśli ktoś tak jak ja tak długo przekonywał się do tego serialu. 

Dlaczego ludziom brakuje odwagi?
Dlaczego ludziom brakuje
Dlaczego ludziom
Dlaczego.


Od niedawna zastanawiam się ciągle nad tym, dlaczego ludziom z takim trudem przychodzi wyznanie swoich uczuć, swojego zdania, ukazanie prawdy. Bywają sytuacje, na które czekamy przez długi długi czas, a już kiedy już nadejdą to zakończenie jest zupełnie inne niż się spodziewaliśmy. Czasem też brakuje odwagi, by wyjawić wszystko wprost. Dlaczego ludziom aż tak brakuje odwagi? Nie mówię tylko o wyznaniach miłosnych, bo o takich tylko można myśleć, ze względu na obrazek, który wstawiłam, jednak mam na myśli też inne sytuacje. Wiadome jest, że po alkoholu ludzie wydają się być bardziej otwarci, mówią całą prawdę, którą często ukrywają. Na trzeźwo jest już zupełnie inaczej. Jesteśmy tchórzami, przybieramy pewną formę, żyjemy w strachu i niepewności, że spojrzenie prawdzie oczy wyrządzi krzywdę.

 I na koniec uroczy Jon Snow. Pozdrawiam, S.

10 choses que vous ne saviez (peut-être) pas sur Kit Harington - Grazia na We Heart It.
lovely Jon & ghost :3