Pokazywanie postów oznaczonych etykietą saphira. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą saphira. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 9 lutego 2016

XXXII Na dobrej drodze


Wszedłeś ukradkiem do mojej głowy
Myślałam o Tobie malując i witając poranek
Taki subtelny, a zarazem dziki i anonimowy
Jak jedna z moich sukienkowych falbanek

Ostatnio mam więcej motywacji, chęci, zapału do pracy, nauki. Wzięłam się ochoczo za pisanie opowiadania, które idzie mi całkiem dobrze. Jak na dwa tygodnie i czterdzieści sześć stron w wordzie to chyba dobry wynik, co jeszcze bardziej mnie napędza. Wróciłam nawet do malowania, co jest naprawdę zadziwiające, bo porzuciłam je parę lat temu. Odnośnie farb i malowania, wzięłam się też za remont i razem z tatą pomalowaliśmy całe wnętrze domu. W końcu nauczyłam się czegoś przydatnego, co zarazem sprawiło mi ogromną frajdę. Zaczęłam biegać i ćwiczyć. Powiem Wam, że straciłam już 2 kilo. Podobno niebawem zniknę, jak to mówi moja mama, ale ona zawsze z tym przesadza. Tak więc fantastycznie zaczął się ten luty. W niecałe dwa tygodnie zrobiłam mnóstwo rzeczy, z których jestem dumna. Nawet udało mi się przygotować prawdziwy obiad i niczego nie spalić. Teraz został tylko ostatni tydzień tęsknoty. Później jedenaście dni razem, trzy tygodnie rozłąki i ponownie razem. Tyle, że na święta to ja będę się włóczyć po świecie, nie on. 
A i wiecie co? Będę w końcu miała nowego czworonożnego przyjaciela w domu. Nie mogę się doczekać.

grafika cat and gif

niedziela, 6 września 2015

XXIV Sweater Weather

 z tym utworem zaczynam dzień

A ja kocham jesień. Za te cudowne mgliste, rześkie poranki, za chłód jaki ze sobą niesie, za porywisty wiatr, który unosi liście, wplatając je później w moje niesforne kosmyki włosów i za niesamowicie piękny krajobraz. Kiedy już zbliża się małymi kroczkami wraz z wrześniem, wyciągam z dna szafy wełniane swetry i spaceruję po ukochanym lesie, zatapiając się w szeleszczących stosach liści, porzuconych przez drzewa. 

Wcale nie brakuje mi gorących dni. Już chcę od nich odpocząć, bo w zasadzie nigdy nie lubiłam upalnych popołudni przesyconych słońcem. A to lato było naprawdę duszne.

Oderwałam się od znajomych, przyjaciół i jestem sama. Oczywiście na własne życzenie. Nie mam na nic ochoty, brakuje mi sił, a całe dnie potrafię spędzić w łóżku, które opuszczam tylko po kubek gorącej herbaty. Lubię to, lubię pobyć sama i oderwać się od wszystkiego i wszystkich. Ale lubię także jego obecność. Czasami potrafimy spędzić kilka godzin, wpatrzeni w siebie. Nie potrzeba nam do tego słów. Rozumiemy się doskonale. 

Wciąż czekam. Zostało kilka dni, a właściwie to tylko cztery. Nie mogę się doczekać, chociaż wiem, że powinnam być cierpliwa, gdyż ten wyczekiwany tydzień przeminie jak jeden dzień. Ale wykorzystamy go najlepiej, jak tylko się da, tak powiedział. Obiecał mi. Wie, że nie może mnie zawieść.

    

niedziela, 19 października 2014

XVII Ona płakała, a jego serce pękło i posypało się na milion kryształowych kawałeczków...

Cześć.

słowem wstępu zanim przejdę do rozczuleń, o których niełatwo mi pisać.
Tak w ogóle nie zamierzam tutaj często pisać, bo nie mam już tyle wolnego czasu, a ten który mam to pożytkuję na naukę, bądź inne zajęcia. Także przepraszam, jeżeli gdzieś nie piszę komentarzy, ale staram się wszystko czytać. Naprawdę. Czasem, jadąc tramwajem poświęcam czas właśnie na czytanie, aczkolwiek brakuje mi go na napisanie treściwego komentarza, a nie zwykłam odpowiadać dwoma słowami. I zmieniam trochę tematykę mojego bloga. Miało być tutaj wszystko, ale w zasadzie nie mam ochoty na nic od dłuższego czasu. To trwa już jakieś dwa lub trzy miesiące. Więc będzie się znajdować tutaj tylko moja paplanina. Dobrze się czuję, gdy wyrzucę z siebie wszystko "na papier", taki wirtualny papier.

~*~

TYLE WĄTPLIWOŚCI.

Słucham sobie Scotta Stappa i odpoczywam po dwóch godzinach czytania książki o badaniach politologicznych. W zasadzie to nie wszystko, bo musiałam ogarnąć jakieś notatki i takie tam. Czuję, że nadchodzą nieprzespane noce, zarwane na nauce dziwnych filozoficznych zagadnień, których nie do końca rozumiem, ale muszę je pojąć. Sama tego chciałam i sama wybrałam uczelnię, więc nie powinnam już narzekać. Boję się trochę, że temu wszystkiemu nie podołam i coś pójdzie nie tak. Mam dużo chęci, zapału, wiary, ale czy to wystarczy?

~*~

EMOCJE WZIĘŁY GÓRĘ. NIC NIE BĘDZIE JUŻ TAKIE JAK DAWNIEJ.

Czasem są takie chwile, gdy po prostu mam zamiar zakończyć tę toksyczną więź. Dlaczego toksyczną? A właśnie dlatego, że mam takie wyobrażenie o naszej znajomości. Ostatnio ciągle się kłócimy. Wszystko jest takie kruche, sztuczne, ckliwe. Nie wygląda to tak, jak kilka miesięcy temu, kiedy śmialiśmy się razem, rozmawialiśmy do białego rana, czy upijaliśmy się tanim winem tysiąc metrów nad poziomem morza. Aktualnie jest kiepsko między nami i to bardzo. Nasze rozmowy opierają się na zasadniczych pytaniach i odpowiedziach. Kontaktujemy się tylko przez wiadomości, kontakt się urywa. A wszystko przez to, że on jest zakochany. Tylko jest jeden problem. Bo przez to straciliśmy naszą więź, która trwała tak długo. I właśnie tak długo on to ukrywał, aż w końcu przemógł się i wyznać to co miał wyznać. Fajnie, gdyby nasze strony oddziaływały na siebie tak samo, ale niestety z mojej strony tak nie jest. Było wiele sporów i chciałam zakończyć znajomość na dobre, jednakże chyba nie byłabym w stanie. Z resztą po czasie dogadywaliśmy się chociaż w małym stopniu. Wiele razy rzuciłam słowami, których trochę żałuję. Pewnie może wydawać się to dziwne, dlaczego po takim wyznaniu chciałam zerwać naszą więź. Chodzi o to, że po tym, co powiedział zaczęłam go traktować nieco inaczej i starałam się izolować. Czułam się dziwnie w jego towarzystwie, szczególnie wtedy, gdy byli z nami jego znajomi, bądź nasi wspólni. Drażniła mnie jego nadmierna troskliwość. Z reguły nigdy się tak nie zachowywał. Wiele osób pytało nas, czy jesteśmy razem. Oczywiście za każdym razem to ja stanowczo zaprzeczałam, a on jako drugi potwierdzał moje słowa. Mówił do mnie milej i czulej, niż zazwyczaj. Stałam się kotkiem, aniołkiem, słoneczkiem, a nawet kochaniem. Czułam się dziwnie i byłam zniesmaczona tym, że mój najlepszy przyjaciel mnie tak nazywa. To może naprawdę absurdalne zachowanie z mojej strony, ale tak właśnie było. Później już było tylko gorzej. A ja nie chciałam go zranić i powiedzieć mu wprost, iż nie może liczyć na nic więcej. On doskonale o tym wiedział. Zapewniałam go milion razy, jednak od jakiegoś czasu miał nadzieję. Nie wiem co kazało mu wyznać to, co siedziało w nim od dłuższego czasu. Wiele razy kłóciliśmy się w przeciągu paru tygodni. Po wspólnym wyjściu z jego kumplami wygarnęłam mu wszystko co leżało mi na sercu. I odeszłam. Ach, no i zapomniałam dodać, że miał do mnie pretensje o to, iż jakoś wcześniej poszłam z innym kumplem na piwo. Był zazdrosny i napisał mi to. Ja oczywiście poirytowałam się, gdyż poniekąd przyjaźniliśmy się, a on zamierzał wyznaczać mi jakieś ograniczenia. Po tym jak odeszłam i oboje rozeszliśmy się, pisaliśmy długo. Nie krył uczyć, że płacze, Z resztą ja też przepłakałam całą noc, Bo to wszystko było dla mnie za trudne i męczyłam się. On na dodatek jest bardzo emocjonalnym facetem i wszystko mocno przeżywa. Nie obeszło się bez alkoholu, o czym też wspomniał. Na początku myślałam, że chce wzbudzić we mnie jakieś poczucie winy, jednak patrząc z jego perspektywy to faktycznie zwróciłabym się w stronę alkoholu. Miałam wyrzuty sumienia. Winiłam się za to, że jakoś nie potrafiłam go prawdziwie pokochać. Był i jest dla mnie jak brat, ale to nie jest to uczucie, którego on oczekiwałby ode mnie. Sytuacja trochę uspokoiła się parę dni temu. Powiedział, że musi zmienić do mnie nastawienie. Musi po prostu przestać mnie kochać, choć zaznaczył wyraźnie, iż nie jest w stanie. Chciałam zniknąć z jego życia i dać mu święty spokój, by znalazł dziewczynę, która obdarzy go czymś takim, czym mnie darzył. On jednak absolutnie zaprzeczył i odrzekł, że tylko jednej, jedynej chce, Więc zostałam i przyrzekłam, że nie odejdę. Obiecał, iż wszystko będzie dobrze i wróci do normy, a pod słowem "norma" rozumieliśmy słowo "dawna przyjaźń". Nie wierzę w to jednak. Minęło kilka dni, polało się trochę łez. Zrodziła się dziwna sytuacja. Nie wiem już kim dla siebie jesteśmy. Wszystko jest paradoksalne, plastikowe. Sypało się od dawna, ale teraz totalnie runęło. Wymieniamy ze sobą kilka zdań dziennie, pytając się po prostu "co słychać". Na tym kończy się nasza rozmowa i mija kolejny dzień. Odczuwam chłód, totalnie wyobcowanie i ścianę, która buduje się między nami. Nic nie będzie już takie jak dawniej.

Chaos, pustka, nostalgia, obcość, nicość, rozczarowanie.

niedziela, 5 października 2014

XVI Wracam na ziemię

Cześć.

Trochę mnie nie było, więc nie spodziewam się, że jeszcze ktoś tutaj zagląda, bądź przeczyta tę notkę, ale wracam do tego bloga. Czekałam ponad miesiąc na laptopa i w końcu się doczekałam.

Ogółem to żyję. Rozpoczęłam dzienne studia na ujocie. Plany miałam trochę inne, ale jednak postanowiłam spróbować swoich sił. Wiem, że pisałam wcześniej o zaocznych, jednak moje życie potoczyło się nieco inaczej. Siedzę teraz w mieszkaniu, które wynajmuję z trójką dziewczyn. Mieszkamy w czwórkę. Kompletnie ich wcześniej nie znałam. Może to dziwne, gdyż ludzie zazwyczaj są zdziwieni, iż zdecydowałam się mieszkać z zupełnie obcymi mi osobami. Wiadomo, że mogę trafić dobrze lub tragicznie. Jak na razie żyjemy w zgodzie i wszystko jest w jak najlepszym porządku. Kraków jest ciekawym miastem i chociaż w zasadzie mam dom niedaleko tego miejsca, to odkrywam go na nowo i poznaję. Na zajęciach byłam w poprzedni czwartek i piątek. Trochę jestem przerażona tym, czym nas straszą, ale jak na razie nie poddaję się. Boję się, że nie dam rady i będę musiała przerwać studia, aczkolwiek mam dużo silnej woli i nabieram zapału do pracy. Po pierwszych zajęciach historycznych mam do przeczytania jakieś tysiąc stron i co tydzień jestem zmuszona pisać artykułu z komentarzami. No cóż... jakoś będę musiała się ogarnąć. Wakacje się skończyły i muszę to sobie uświadomić.

Relacje z moim kochanym przyjacielem ostatnio są strasznie sztywne. Niedawno byłam na imprezie u jego starych znajomych, muzyków, którzy dzielą z nim zainteresowania muzyczne. Szczerze mówiąc, to trafiają i w moje gusta. Było naprawdę fajnie, ale mój kumpel wciąż liczył na coś więcej, jeśli chodzi o nasze relacje. Ostatnio nawet zaczął mówić "więcej" o swoich uczuciach do mnie. Troszkę mnie to przeraziło, bo ja jak już wspominałam wiele razy nie chciałam się z nim wiązać. Odpowiadała mi tylko przyjaźń. On powiedział, że to akceptuje i będzie na mnie czekał, aż się przełamię. Ale wtedy po tej imprezie jakby odpłynęłam na chwilę, być może po dużej ilości whisky i pocałowaliśmy się. Dla mnie to było bardzo przyjacielskie, choć wiadomo, że w taki sposób przyjaciele nie okazują sobie sympatii. Przez ten incydent, on zaczął chyba robić sobie większe nadzieje. Niepotrzebnie go zwodziłam. Później odbyliśmy trudną rozmowę i padły ciężkie słowa odnośnie naszej relacji. Nawet polały się łzy. Kiedy zaczęło się robić coraz lepiej i wszystko było niemalże w porządku, to jakiś tydzień temu on zjawił się u znajomych, którzy również mieszkają w Krakowie. Przyjechał do mnie i zabrał mnie do jego kumpli, których w zasadzie też znałam. Siedem facetów i ja, tak nawiasem mówiąc. ;p Poszliśmy na miasteczko studenckie. Jeszcze nigdy nie widziałam tyle pijanych studentów. Puszki, flaszki i inne rzeczy walały się po betonowej podłodze. Trzeba było uważać, gdzie stawiało się stopy. Cóż... być może to nic szczególnego, ale ja po części byłam negatywnie zaskoczona tym wszystkim, co się tam działo. Następnie udaliśmy się na kluby, do pijalni i tak dalej. Czułam się dość dziwnie, ponieważ miałam wrażenie, że chłopaki myślą, iż jesteśmy parą. Później już ktoś zarzucił temat, ale bez namysłu odparłam, iż tylko się przyjaźnimy. 

Nadal pisał mi czułe słówka, że tęskni, (kiedy już wrócił do domu) itd. Ja to puszczałam mimo uszu i nie reagowałam. W końcu jednak parę dni temu wygarnęłam mu wszystko. Wyjaśniłam, że nie chcę żadnego związku i by nie robił sobie nadziei. Jest między nami napięta sytuacja, gdyż on zakochał się we mnie i ostatnimi czasy kilka razy mi to napisał, jak i powiedział. Wiem, że mu ciężko, mnie w sumie też, bo go zraniłam. chociaż od początku uświadamiałam go, iż jesteśmy tylko przyjaciółmi. Teraz wszystko się posypało. On potrzebuje czasu, by się otrząsnąć i ruszyć dalej, a ja mam wyrzuty sumienia. 

~*~

Wiem, że mam zaległości w czytaniu blogów, ale naprawdę nie mam czasu, by to wszystko nadrobić. Postaram się na bieżąco wszystko czytać. Zaczynam intensywną naukę, muszę zająć umysł, dać sobie spokój z głupimi rzeczami i wziąć się do życia. Do napisania, pozdrawiam osoby, które to jednak przeczytały.

piątek, 1 sierpnia 2014

X Nie zawsze obu stronom zależy na tym samym.

witajcie, kochani


"I'm so happy 

Cause today I found my friends 
They're in my head 
I'm so ugly 
But that's ok, 'cause so are you"

// Nirvana - Lithium

No właśnie...
W poprzednim poście pytałam Was o to, czy możliwa jest przyjaźń między kobietą a mężczyzną i Wy byliście na tak. Ja ciągle się nad tym zastanawiam, bo szczerze mówiąc mam przyjaciela płci przeciwnej i rozmyślam, czy nasza znajomość nie sprowadza się do czegoś więcej. Kiedyś myślałam, że faktycznie można przyjaźnić się z drugą osobą (mówię tutaj o facetach), ale od pewnego czasu wydaje mi się to niezbyt realne. Według mnie pomiędzy miłością a przyjaźnią biegnie cienka granica, która z czasem może się zatrzeć. Ale ja np. chcę mieć przyjaciela w tej drugiej osobie, nie kogoś więcej. A co, jeżeli z drugiej strony nie działa to tak samo? I przez to właśnie niby nazywamy się przyjaciółmi, ciągle rozmawiamy, praktycznie bez przerwy i chyba to trochę za dużo. Chcemy tylko przyjaźni, aczkolwiek ja nie jestem do końca przekonana, że to ciągle będzie przyjaźń. Chcę go mieć jako przyjaciela, nie chłopaka, a mam obawy, iż on może pragnąć czegoś więcej, ale nie mówi mi o tym otwarcie. Znam go na tyle i czuję to po prostu. Boję się, że właśnie może wyniknąć z tego coś więcej i druga strona na tym ucierpi, poczuć się odrzucona. Może faktycznie codzienne stałe rozmowy to za dużo? Ale co jeśli ja poczuję coś więcej? Nie chcę do tego dopuścić. Może muszę ograniczyć kontakt? 

Chcę.
Chcę go.
Chcę go na całe życie.
Chcę go na całe życie, ale... jako przyjaciela.

takaradosnaja
dawnotakaniebyłam


Wszystko jest takie zagmatwane. Dlatego też nie jestem do końca przekonana, że taka przyjaźń jest możliwa. Mam wątpliwości. Nie chcę niczego zepsuć, ale ostatnio naszych relacji jest coraz więcej, jak nigdy dotąd. Nie chcę go stracić i nie chcę, by to zaszło za daleko. Po prostu zależy mi tylko na przyjaźni z nim, nie na miłości. 

lets-fly-to-infinity:

w-i-l-d—l-o-v-e:

✖ http://w-i-l-d—l-o-v-e.tumblr.com/ ✖